Zielony amoniak szansą na dekarbonizację energetyki i wielkiej chemii

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Zielony amoniak szansą na dekarbonizację energetyki i wielkiej chemii

Część polskich bloków węglowych po 2028 roku przestanie spełniać unijne standardy emisyjne, co oznacza konieczność ich wyłączenia. Zielony amoniak może być jednym z narzędzi dekarbonizacji energetyki konwencjonalnej – podkreślali eksperci podczas seminarium „Energia przyszłych pokoleń”. Na świecie są rozwijane projekty, w których surowiec ten jest współspalany z węglem, co obniża emisyjność istniejących bloków węglowych. Zdaniem ekspertów to także istotny element dekarbonizacji rolnictwa, ponieważ sektor nawozowy odpowiada za ok. 80 proc. globalnego zużycia amoniaku oraz utrzymania rentowności polskiej wielkiej chemii.

Fot. GPT

– Zielony amoniak zaczyna być dzisiaj stosowany na świecie jako paliwo do współspalania w blokach węglowych. To się dzieje w Japonii, ale też inne kraje Azji – szczególnie Tajwan, Chiny i Indie – rozważają wprowadzenie tego typu metody obniżania emisyjności energetyki węglowej. Emisyjność bloków węglowych może spaść poniżej limitu 550 kg/MWh, czyli do poziomu niższego niż bloki gazowe, co oznacza, że spełniałyby unijne normy. To mogłoby przedłużyć życie naszym instalacjom węglowym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Tomoho Umeda, prezes Hynfra i przewodniczący Komitetu Gospodarki Wodorowej Krajowej Izby Gospodarczej.

Unijne przepisy przewidują, że elektrownie emitujące więcej niż 550 kg CO2 na 1 MWh energii po wygaśnięciu okresu przejściowego nie będą mogły korzystać z rynku mocy, czyli systemu wsparcia za gotowość do produkcji prądu. W Polsce dotyczy to części starszych bloków węglowych o mocy 200 MW. Jeśli nie ograniczą emisji, po 1 stycznia 2028 roku mogą zostać wyłączone z eksploatacji.

W takiej sytuacji może zabraknąć stabilnych mocy wytwórczych – w najbardziej pesymistycznym scenariuszu nawet do 8,2 GW. Bloki tej klasy odpowiadają za około jedną trzecią mocy w systemie elektroenergetycznym opartym na węglu. Wraz ze wzrostem udziału odnawialnych źródeł energii to właśnie elektrownie konwencjonalne coraz częściej stabilizują system, uzupełniając produkcję w okresach, gdy nie wieje wiatr i nie świeci słońce.

– Amoniak nie zastąpi innych działań związanych z dekarbonizacją, ale może się przyczynić do tego, że te działania będą mogły być efektywniej wprowadzane w życie – mówi Maciej Grabowski, były minister środowiska, prezes zarządu Centrum Myśli Strategicznych, organizatora Europejskiego Kongresu Finansowego. – Przez to proces dekarbonizacji w nich może następować przy mniejszych kosztach gospodarczych i społecznych.

Technologia współspalania jest już testowana w skali przemysłowej. W Japonii prowadzone są komercyjne wdrożenia w dużych jednostkach wytwórczych. Rozwój podobnych technologii obserwowany jest również w Chinach i Indiach. Jak podkreśla ekspert, również w Polsce ich wdrożenie byłoby możliwe przed 2030 rokiem.

– W Japonii JERA, czyli największa japońska firma energetyczna, realizuje taki projekt w bloku w miejscowości Hekinan. To jest blok klasy 1000 MW, mniej więcej taki jak w Jaworznie czy Kozienicach. W tej chwili już osiągnięto całkowicie stabilne 20 proc. współspalania, a za rok do półtora roku będzie to 40–45 proc. Ten poziom wystarcza do tego, żeby zejść poniżej limitów emisyjności wyznaczonych przez Unię Europejską – mówi prezes Hynfra. – W Japonii takich limitów nie ma, ale mimo to kraj ten stara się równolegle z Unią realizować zbliżone tempo dekarbonizacji.

Zielony amoniak może być elementem szerszej strategii ograniczania emisji w sektorach energochłonnych. Cechuje się możliwością magazynowania i transportu w formie ciekłej, co czyni go potencjalnym nośnikiem wodoru w handlu międzynarodowym. Jak wynika z danych Ammonia Energy Association, do lutego 2026 roku ogłoszono na świecie ponad 500 projektów niskoemisyjnego amoniaku o łącznej planowanej mocy ok. 404 mln t.

Dziś na świecie produkuje się ponad 180 mln t konwencjonalnego, czyli szarego amoniaku rocznie. Europa odpowiada za ok. 10 proc. globalnego zapotrzebowania, pokrywając je w ok. 60 proc. produkcją własną i w 40 proc. importem spoza kontynentu. Każdego roku transportowanych jest koleją ok. 1,5 mln t amoniaku. Prognozy zakładają możliwość potrojenia wolumenów do 2030 roku. Polska jest znaczącym producentem i konsumentem konwencjonalnego amoniaku. Ma ponad stuletnie doświadczenie w jego produkcji, wykorzystaniu i transporcie. Głównym odbiorcą jest przemysł chemiczny, przede wszystkim nawozowy, który odpowiada globalnie za ok. 85 proc. zużycia amoniaku. Tradycyjna produkcja amoniaku z gazu ziemnego odpowiada za ok. 1,8 proc. globalnych emisji CO2, co sprawia, że jego dekarbonizacja ma znaczenie dla bilansu klimatycznego całej gospodarki. Krajowe moce produkcyjne amoniaku wynoszą ok. 2,8 mln t rocznie, co plasuje Polskę wśród kluczowych producentów w UE (łączna moc w Unii to ok. 17,8 mln t).

– W Polsce dyskusja na temat możliwości zastosowania zielonego amoniaku dopiero raczkuje. To jest wiedza ekspercka i dosyć wąska, natomiast to musi się zmienić. Uważam, że to jest wielka szansa i dla polskiej elektroenergetyki, i dla przemysłu chemicznego – ocenia Maciej Grabowski.

Do dyskusji na temat zielonego wodoru i zielonego amoniaku skłaniają regulacje unijne związane z dyrektywą RED II, która zakłada, że udział paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego (RFNBO), w tym zielonego wodoru i jego pochodnych, w przemyśle ma wzrosnąć do 42 proc. do 2030 roku. Zgodnie z dyrektywą wodór i jego pochodne mogą być uznane za odnawialne wyłącznie wtedy, gdy wytwarzane są z energii odnawialnej innej niż biomasa, a od 2028 roku – z nowo wybudowanych instalacji OZE. W Polsce obecnie nie produkuje się wodoru RFNBO w skali przemysłowej. Ograniczona dostępność terenów pod duże instalacje OZE oraz warunki geograficzne powodują, że pełne pokrycie krajowego popytu produkcją lokalną może być trudne.

– Przejście z szarego amoniaku do zielonego nie jest żadnym wyzwaniem technologicznym, tu nie ma żadnych nowych technologii, które trzeba zastosować. To, co jest największym wyzwaniem, to skala tego zjawiska, ponieważ żeby móc produkować adekwatne wolumeny zielonego amoniaku, potrzebujemy bardzo dużo energii odnawialnej, a ta pochłania ogromne ilości terenów, których i w Polsce, i w Unii Europejskiej po prostu nie mamy – wskazuje Tomoho Umeda.

W efekcie większość projektów rozwijana jest w krajach o wysokim nasłonecznieniu, dobrych warunkach wiatrowych i dostępie do morza, m.in. w Omanie, Jordanii czy Mauretanii. To lokalizacje, w których dostępne są setki kilometrów kwadratowych pod instalacje OZE, a wodór może być produkowany z wykorzystaniem energii słonecznej i wiatrowej oraz wody morskiej, a następnie przekształcany w amoniak i transportowany.

– Dla Polski i Europy rozwój takich projektów to fundament suwerenności i bezpieczeństwa energetycznego. Możliwość budowy skalowalnych, zdecentralizowanych zakładów wszędzie tam, gdzie panują optymalne warunki dla OZE, pozwala na pełną dywersyfikację źródeł dostaw. Taka architektura rynku uniezależnia polski przemysł od szantaży surowcowych, nieprzewidywalnych scenariuszy geopolitycznych oraz przestojów na tradycyjnych szlakach transportowych, zastępując importowany gaz ziemny stabilnymi dostawami zielonego paliwa – podkreślał podczas swojego wystąpienia przewodniczący Komitetu Gospodarki Wodorowej KIG. – Dla polskiego przemysłu chemicznego, który jest potęgą w skali Unii Europejskiej, kluczowe będzie połączenie własnych kompetencji z budową logistyki importu zielonych molekuł z regionów, gdzie koszt produkcji energii jest najniższy.

Jak podkreślają eksperci, bez wsparcia publicznego tego typu projekty będzie trudno rozwijać.

– Mechanizm wsparcia na rynku zielonego amoniaku i zielonego wodoru w Polsce i we wszystkich krajach europejskich jest konieczny nie tylko ze względu na wyższe koszty produkcji, ale też ze względu na długość kontraktów. Na rynku amoniaku szarego producenci amoniaku są skłonni kupować gaz w krótkim terminie, na kontraktach krótkoterminowych, tymczasem projekty wytwarzania zielonego amoniaku wymagają długiej perspektywy kontraktowej, zakontraktowania dużych wolumenów na 10–15 lat do przodu – wyjaśnia Aleksander Naumann, członek zarządu Stowarzyszenia Hydrogen Poland, ekspert ds. technologii wodorowych w Hynfra.

W Niemczech funkcjonuje system aukcji dwustronnych w ramach programu H2 Global, w którym publiczny podmiot zawiera długoterminowe umowy z producentami, a odbiorcy krajowi kupują surowiec w krótszych okresach. Podobne rozwiązania funkcjonują lub są przygotowywane w innych państwach Unii Europejskiej.

Eksperci Hynfra podkreślają, że według wstępnych szacunków budżet potrzebnego programu wsparcia w Polsce mógłby wynieść ok. 2 mld zł w perspektywie 10 lat.

– Przy spodziewanym trendzie wzrostu kosztów uprawnień do emisji w Europie i spadku puli darmowych uprawnień do emisji dla przemysłu do zera w 2034 roku spodziewamy się, że koszt zielonego surowca może być nawet bardziej konkurencyjny. Innymi słowy, budżet państwa może na takim mechanizmie skorzystać w sytuacji, kiedy dekarbonizacja będzie postępować znacznie szybciej, niż się teraz spodziewamy – ocenia Aleksander Naumann. – Mechanizm wsparcia dla zielonego amoniaku jest konieczny, aby uchronić polski przemysł przed ekspozycją cenową na rynku uprawnień do emisji.

Seminarium „Energia przyszłych pokoleń” było pierwszym z cyklu spotkań energetycznych organizowanych przez EKF Research. Wydarzenie stanowi platformę wymiany wiedzy, gromadząc decydentów i ekspertów. W dyskusji wzięli udział przedstawiciele administracji rządowej, w tym Ministerstwa Energii, dyplomacji ekonomicznej, agencji wspierających inwestycje oraz kluczowych spółek infrastrukturalnych. Wątek zielonego amoniaku jako fundamentu bezpieczeństwa energetycznego będzie również tematem tegorocznego Europejskiego Kongresu Finansowego, który odbędzie się w czerwcu w Sopocie.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Nowe technologie pomagają szybciej i dokładniej sortować odpady. Wciąż nie wszystkie da się jednak przetworzyć

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Nowe technologie pomagają szybciej i dokładniej sortować odpady. Wciąż nie wszystkie da się jednak przetworzyć

Do 2030 roku 55 proc. odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych powinno trafiać do przetworzenia. W ubiegłym roku było to ok. 27 proc. Nowe technologie w coraz większym stopniu ułatwiają sortowanie odpadów, ale nie pozwalają jeszcze na przetworzenie wszystkich ich rodzajów. To pierwsze wyzwanie związane z zamykaniem obiegu. Kolejnym jest zwiększanie zawartości materiałów pochodzących z recyklingu w produkowanych opakowaniach, czego wymagają unijne przepisy. Choć w tym obszarze widać w ostatnich latach znaczące postępy, nie brakuje wyzwań.

Sortownia odpadów w ZGK Bolesław Fot. archiwum

– Z recyklingiem polipropylenu, polietylenu i PET radzimy sobie bardzo dobrze. Jesteśmy w stanie te tworzywa zawrócić ponownie do obiegu i wyprodukować z nich nowe materiały. Problemem są tworzywa, w których są jakiegoś rodzaju wypełniacze, dodatki, które w jakimś stopniu nie są obsługiwane przez system recyklingu – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr Piotr Glazer z Sieci Badawczej Łukasiewicz – Poznańskiego Instytutu Technologicznego.

Mimo wzrostu współczynnika recyklingu w UE ilość wytwarzanych odpadów rośnie szybciej niż ich przetwarzanie. Jak podaje Komisja Europejska, w 2022 roku w UE wytworzono prawie 186,5 kg odpadów opakowaniowych na osobę, z czego 36 kg stanowiły opakowania z tworzyw sztucznych. Ubiegłoroczny raport stowarzyszenia Plastics Europe „Tworzywa sztuczne w obiegu zamkniętym – analiza sytuacji w Europie” wskazuje, że blisko 27 proc. odpadów z tworzyw sztucznych jest poddawanych recyklingowi, co oznacza, że po raz pierwszy więcej tego typu odpadów trafiło do recyklingu niż na składowiska.

Poszczególne rodzaje odpadów wymagają innych rodzajów przetwarzania. Najpierw jednak materiały muszą zostać odpowiednio posortowane i posegmentowane, zanim będą mogły zostać poddane recyklingowi. Nowe technologie ten proces znacznie przyspieszają. Na przykład komputerowe widzenie działa poprzez skanowanie materiałów w strumieniu odpadów i ich identyfikację na podstawie różnych czynników. Dzięki nowym technologiom można identyfikować klasy materiałów, a nawet rozróżniać materiały opakowaniowe i nieopakowaniowe oraz kolory i kształty.

– Sortowanie jest technologią, w której najbardziej widać progres, z każdym rokiem zdolności sorterów zwiększają efektywność recyklingu. Jesteśmy w stanie w sposób efektywny sortować czy to butelki PET, czy to opakowania z HDPE, czy polipropylenu. Powoli wchodzą rozwiązania bazujące często na sztucznej inteligencji, które również są w stanie w sposób zautomatyzowany rozróżniać opakowania z branży spożywczej np. od tych wykorzystywanych w branży chemicznej – tłumaczy dr Piotr Glazer.

Dzięki sztucznej inteligencji komputerowej sortowanie można wykonać szybko, dokładnie i bezpiecznie, zwiększając w ten sposób wydajność w zakładach odzyskiwania materiałów. Wciąż jednak wyzwaniem jest recykling bardziej skomplikowanych materiałów.

– Powinniśmy starać się używać, oczywiście tam, gdzie jest to możliwe, tzw. monomateriałów, czyli materiałów zrobionych z jednego tworzywa sztucznego. Dobrym przykładem są tacki spożywcze, które potrafią być materiałami wielowarstwowymi, często złożonymi z kilku, kilkunastu warstw – wskazuje ekspert Sieci Badawczej Łukasiewicz – Poznańskiego Instytutu Technologicznego. – Wyzwaniem są z pewnością materiały inżynierskie, bardziej skomplikowane, na przykład turbiny wiatrowe czy jachty, które są kompozytem zawierającym często polipropylen, włókna szklane, włókna węglowe. Im bardziej złożone opakowanie czy przedmiot, tym większy problem z ponownym recyklingiem. Z pomocą może przyjść recykling chemiczny, co często wiąże się ze zwiększonym kosztem i wydatkiem energetycznym. To oznacza, że model biznesowy przetworzenia takiego obiektu nie jest korzystny.

Raport Plastics Europe wskazuje, że recykling mechaniczny odpadów pokonsumenckich stanowił 13,2 proc. europejskiej produkcji tworzyw sztucznych w porównaniu z zaledwie 0,1 proc. w przypadku recyklingu chemicznego. Recykling chemiczny jest rozwiązaniem uzupełniającym i w przyszłości umożliwi pełne przejście na obieg zamknięty tworzyw sztucznych. Na dalszy jego rozwój, poziom inwestycji i innowacji technologicznych w tym obszarze będą miały wpływ przede wszystkim przyszłe regulacje UE.

Z raportu wynika także, że cyrkularne tworzywa sztuczne stanowią obecnie 13,5 proc. wszystkich tworzyw wykorzystywanych do produkcji nowych wyrobów i części w Europie. W mapie drogowej „The Plastics Transition” przewiduje się, że cyrkularne tworzywa zaspokoją 25 proc. europejskiego popytu w 2030 roku i 65 proc. do 2050 roku. Eksperci wskazują, że wykorzystanie recyklatów wzrosło o 70 proc. od 2018 roku. Postęp w tym obszarze nie jest jednakowy w całym łańcuchu wartości. Sektory opakowań, budownictwa i rolnictwa czynią postępy w zakresie stosowania tworzyw sztucznych pochodzących z recyklingu, ale inne branże, w tym motoryzacyjna, elektryczna i elektroniczna, pozostają w tyle.

– Problemem jest obecnie cena materiałów pierwotnych. Są na tyle tanie, że materiały z recyklingu są mało konkurencyjne. Jeszcze rok czy dwa lata temu wiele firm wykorzystywało recyklaty, z jednej strony budując na tym swój PR, ale z drugiej strony korzystały z tego, iż były one tańsze od materiałów pierwotnych. Jest to po części związane z wojną w Ukrainie i wysyłaniem rosyjskiej ropy do Azji, gdzie są produkowane polimery. Trend się odwrócił, materiały z recyklingu są droższe od materiałów pierwotnych nawet o 10–20 proc., co powoduje, że wiele firm cichaczem wycofuje się ze swoich zobowiązań – zauważa dr Piotr Glazer.

Unijne rozporządzenie dotyczące opakowań i odpadów opakowaniowych (PPWR), które weszło w życie w lutym 2025 roku, zakłada m.in. zwiększanie udziału recyklatów w produkcji opakowań, szczególnie tych z tworzyw sztucznych. Od 2030 roku minimalny procent materiałów pochodzących z recyklingu, odzyskanych z pokonsumpcyjnych odpadów z tworzyw sztucznych na jednostkę opakowania, będzie – z nielicznymi wyjątkami – wynosił 30–35 proc., a od 2040 roku – 50–65 proc.

– To jest z pewnością szansa dla rynku recyklingu, szczególnie dla recyklingu produkującego wysokiej jakości recyklaty, że one znajdą odbiorców w postaci producentów opakowań. Jest to z pewnością szansa, niemniej rynek recyklingu musi się dostosować i zapewnić odpowiednią jakość, która będzie gwarantowała, iż te opakowania będą spełniały zarówno wymogi producentów, jak i oczekiwania klientów – dodaje ekspert.

Specjaliści Plastics Europe wskazują, że aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na tworzywa sztuczne wytwarzane z surowców cyrkularnych, trzeba m.in. zwiększyć skalę zbiórki i sortowania pokonsumenckich odpadów tworzyw sztucznych.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Czystsze powietrze? Polscy naukowcy mają na to sposób

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Czystsze powietrze? Polscy naukowcy mają na to sposób

Smog kojarzy nam się głównie z węglem, starymi piecami i zimą. Tymczasem problem zanieczyszczonego powietrza jest znacznie szerszy. Nawet wtedy, gdy odchodzimy od węgla i sięgamy po „zielone” paliwa, takie jak biomasa, do atmosfery mogą trafiać szkodliwe pyły. Na szczęście są technologie, które potrafią je skutecznie zatrzymać – i co ważne, część z nich powstaje w Polsce.

Elektrofiltr Fot. PAP MediaRoom

Biomasa jest ekologicznym źródło energii. Drewno, zrębki czy pellet pochodzą z odnawialnych zasobów. Problem pojawia się jednak przy spalaniu. Wraz ze spalinami do powietrza mogą trafiać bardzo drobne cząstki pyłu, groźne dla zdrowia. Nie da się ich całkowicie wyeliminować samą optymalizacją i kontrolą procesu spalania. Potrzebne są dodatkowe rozwiązania.

Tutaj na scenę wchodzą elektrofiltry – urządzenia, które można nazwać ostatnią linią obrony przed pyłem. Ich działanie opiera się na wykorzystaniu zjawisk fizycznych. Cząstki pyłu są elektryzowane, później pod wpływem pola elektrycznego kierowane i ostatecznie osiadają na elektrodach (zbiorczych), zamiast zanieczyszczać powietrze, którym oddychamy.

Efekt? Dobrze zaprojektowany elektrofiltr potrafi zmniejszyć emisję pyłów nawet o 99%. To ogromna różnica, szczególnie w mniejszych miastach i miejscowościach, gdzie lokalne ciepłownie mają realny wpływ na jakość powietrza.

Jedne z najbardziej zaawansowanych rozwiązań w tej dziedzinie powstają nad Wisłą. W Instytucie Maszyn Przepływowych im. Roberta Szewalskiego PAN od lat prowadzone są badania nad tym, jak jeszcze skuteczniej usuwać pył ze spalin. Naukowcy opracowali m.in. innowacyjny system homogenizacji przepływu gazów przez obszar odpylania, oryginalny układ elektrod i sposób usuwania osadów.

Co ważne, ta wiedza nie zostaje w laboratoriach. Trafia do przemysłu. Przykładem jest firma Elenergy z Elbląga, która produkuje elektrofiltry do kotłów na biomasę w oparciu o polskie rozwiązania naukowe – właśnie pochodzące z Instytutu. To nie są prototypy na pokaz, ale urządzenia pracujące w realnych instalacjach – w Polsce i za granicą. Co więcej osiągają parametry pracy często przewyższające rozwiązania zagraniczne.

Elektrofiltry powstające w Elblągu są wykorzystywane głównie w instalacjach kotłów biomasowych o mocy od 1 do kilku megawatów. To dokładnie ten zakres, który jest dziś najczęściej wykorzystywany w ciepłowniach miast powiatowych. Coraz częściej korzysta z nich także przemysł drzewny i meblarski, gdzie odpady z produkcji mogą stać się i stają paliwem.

W czasach transformacji energetycznej często słyszymy wielkie hasła i długofalowe strategie. Tymczasem poprawa jakości powietrza zaczyna się od bardzo konkretnych rozwiązań. Takich jak elektrofiltry, które po prostu robią swoją robotę: usuwają pył ze spalin, zanim trafi on do naszych płuc.

To także dobry przykład na to, że współpraca naukowców i polskich firm ma sens. Kiedy wiedza spotyka się z praktyką, powstają technologie, które nie tylko dobrze brzmią w raportach, ale realnie poprawiają jakość życia. A czystsze powietrze to coś, na czym korzystamy wszyscy.

 

Źródło: PAP MediaRoom

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Przez smog rośnie liczba operacji zatok

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Przez smog rośnie liczba operacji zatok

Zanieczyszczenia powietrza, w tym pyły zawieszone PM2,5 i PM10, mają istotny wpływ nie tylko na płuca i oskrzela, lecz także na błonę śluzową nosa i zatok, prowadząc do przewlekłych stanów zapalnych – ostrzegają laryngolodzy. Smog zwiększa także ryzyko astmy, chorób układu krążenia i nowotworów. W Polsce zła jakość powietrza może być przyczyną nawet blisko 50 tys. przedwczesnych zgonów rocznie.

dymy co2

Fot. Pixabay

– Zanieczyszczenia powietrza mają ogromny wpływ na zatoki i górne drogi oddechowe, podobnie jak na dolne drogi oddechowe, czyli oskrzela i płuca. Smog i pyły, takie jak PM2,5 i PM10, powodują ogromne spustoszenie w zatokach, uszkadzając nabłonek nosa i zatok oraz powodując przewlekły obrzęk. Tacy pacjenci niejednokrotnie trafiają do laryngologa z objawami zapalenia zatok albo alergii, a okazuje się, że przyczyna jest związana właśnie ze smogiem. Główne objawy związane z wpływem smogu na zatoki to przede wszystkim niedrożny nos i częste infekcje górnych dróg oddechowych – wyjaśnia w wywiadzie dla agencji Newseria dr hab. n. med. Mirosław Szczepański, otolaryngolog i chirurg głowy i szyi z Centrum Medycznego AlmiMed.

Jak podkreśla, to powoduje wzrost zapotrzebowania na operacje endoskopowe w obrębie zatok przynosowych.

– Pacjenci trafiają do laryngologa najpierw na leczenie zachowawcze, a później na leczenie operacyjne – podkreśla dr hab. Mirosław Szczepański. – Jest to poważny problem nie tylko medyczny, ale też socjoekonomiczny, ponieważ pacjenci trafiający do laryngologów to koszty związane z leczeniem, zarówno ambulatoryjnym, jak i operacyjnym, jeśli leczenie zachowawcze nie pomaga. Pacjenci częściej przebywają na zwolnieniach lekarskich związanych z rozwojem przewlekłych zapaleń zatok. Trzeci problem to oczywiście gorsza jakość życia, bo taka osoba zdecydowanie gorzej się czuje w ciągu dnia, jakby miała infekcję, a jednocześnie jej wydajność bardzo spada. Dotyczy to zarówno życia zawodowego, jak i poza pracą.

Jak szacuje zespół roboczy do spraw wpływu zanieczyszczenia powietrza na zdrowie przy ministrze zdrowia, co roku zanieczyszczenie powietrza przyczynia się do około 46 tys. przedwczesnych zgonów. To więcej niż łączna liczba zgonów z powodu wypadków, HIV i uzależnień razem wziętych. Smog i spaliny szkodzą przede wszystkim dzieciom do piątego roku życia, seniorom, kobietom w ciąży (pyły o najdrobniejszej średnicy mogą nawet przenikać przez łożysko do płodu) i osobom z chorobami przewlekłymi. Negatywny wpływ dotyczy tych obszarów, które dominują w statystykach leczenia finansowanego przez NFZ. Zanieczyszczenia powietrza nasilają astmę i przewlekłe choroby płuc, a te należą do częstych powodów konsultacji POZ i hospitalizacji. Ze smogiem powiązane jest ryzyko raka płuca, a także nadciśnienia, niewydolności serca, choroby niedokrwiennej i udarów. Smog zwiększa także ryzyko cukrzycy typu 2 i zaburzeń metabolicznych.

Cytowane przez resort klimatu wyniki analiz IOŚ‑PIB z 2024 roku pokazują, że nawet krótkotrwałe epizody wysokiego stężenia mogą prowadzić do nagłych hospitalizacji – szczególnie dzieci, u których smog powoduje częstsze infekcje, astmę oraz zaburzenia funkcji poznawczych i rozwoju neurologicznego.

– Grupy bardziej narażone to przede wszystkim mieszkańcy dużych miast, gdzie zanieczyszczenie w centrum miasta jest zdecydowanie większe, bądź miejscowości, które są szczególnie narażone na emisje z pieców grzewczych – podkreśla otolaryngolog. – Pacjenci w dużych miastach dużo częściej trafiają do laryngologa z racji narażenia. Część z nich w ogóle nie stosuje ochrony dróg oddechowych odpowiednimi maseczkami. Część wychodzi na spacery czy uprawia sporty na zewnątrz w momencie, kiedy są alerty smogowe.

Lekarze podkreślają, że w przypadku gdy obowiązują alerty smogowe, powinno się unikać aktywności na powietrzu. Jeśli natomiast wyjście jest konieczne, warto zadbać o ochronę przed wdychaniem pyłów zawieszonych w powietrzu.

– Możemy chronić zatoki, stosując przede wszystkim ochronę dróg oddechowych, czyli maseczki FFP2 czy FFP3. Kolejna rzecz, bardzo dobra zresztą, to stosowanie filtrów powietrza w mieszkaniu – radzi dr hab. Mirosław Szczepański.

Z ubiegłorocznego raportu Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego „Mapa postaw społecznych wobec zanieczyszczeń powietrza w Polsce” wynika, że 90 proc. Polaków uznaje zanieczyszczenie powietrza za przyczynę poważnych chorób, ale nie do końca wiedzą, co to oznacza. 43 proc. jest świadomych negatywnego wpływu na układ sercowo-naczyniowy. Jednocześnie niski jest poziom profilaktyki zagrożeń środowiskowych. Badanie CMKP wskazuje, że tylko 29 proc. dorosłych monitoruje jakość powietrza, a 19 proc. używa oczyszczaczy powietrza.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

2026 rok ważny dla transformacji w energetyce. Sektor OZE czeka wiele zmian legislacyjnych i systemowych

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

2026 rok ważny dla transformacji w energetyce. Sektor OZE czeka wiele zmian legislacyjnych i systemowych

W tym roku sektor energetyczny czeka wiele zmian systemowych i legislacyjnych, które mogą się okazać kluczowe dla dalszej transformacji. Wśród nich są przyjęcie strategicznego dokumentu dla energetyki i reforma systemu przyłączeniowego. Procedowane mają być także inne elementy pakietu antyblackoutowego, które pomogą zapobiegać takim sytuacjom, jakie miały miejsce w kwietniu 2025 roku na Półwyspie Iberyjskim. Zdaniem ekspertów Konfederacji Lewiatan potrzebne są jeszcze nowe regulacje, które pozwolą na rozwój segmentu magazynów energii.

Fot. Reverent/Pixabay

– Rok 2026 to bardzo istotny rok w rozwoju odnawialnych źródeł energii. Widzimy, po pierwsze, dynamizację tego segmentu, ale zostały też wyznaczone dalsze kierunki rozwoju OZE w dokumencie strategicznym przygotowanym przez Ministerstwo Energii, czyli w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu – mówi agencji Newseria Paulina Grądzik, zastępczyni dyrektora Departamentu Energii i GOZ w Konfederacji Lewiatan.

Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu do 2030 roku z perspektywą do roku 2040 to kluczowy dokument dla transformacji polskiej energetyki, który ma zostać zatwierdzony przez Radę Ministrów na początku 2026 roku. Jego nowa wersja podlegała wielomiesięcznym pracom i była w centrum zainteresowania całej branży energetycznej. Od tej strategii i przedstawionych w niej zapowiedzi zmian legislacyjnych czy systemowych będą bowiem zależeć dalsze inwestycje sektora.

Propozycja KPEiK zakłada dwa scenariusze: zrównoważonej transformacji (WEM) i przyspieszonej transformacji (WAM). Zgodnie z prognozami w 2030 roku udział OZE w produkcji energii elektrycznej osiągnie 51,6 proc. w WEM i 53,2 proc. w WAM. Dekadę później ma to być odpowiednio 65,6 proc. oraz 68,9 proc. Dla porównania, jak wynika z raportu Forum Energii „Transformacja energetyczna w Polsce. Edycja 2025”, w 2024 roku wynosił on blisko 30 proc.

– Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości będziemy mogli postawić na rozwój energetyki wiatrowej na lądzie. Jest to niezwykle istotne, ponieważ, po pierwsze, są to moce przewidywalne, a po drugie, stosunkowo duże i mogą nam zapewnić znaczące wsparcie dla naszego systemu. Natomiast w dłuższej perspektywie będziemy również stawiali na offshore, czyli morskie farmy wiatrowe – podkreśla Paulina Grądzik.

Zgodnie ze scenariuszem WAM w perspektywie 2030 roku i 2040 roku do przyrostu mocy wytwórczych OZE w największym stopniu będą się przyczyniać elektrownie słoneczne (o mocy zainstalowanej ok. 32,4 GW w 2030 roku i 43 GW w 2040 roku), elektrownie wiatrowe na lądzie (o mocy zainstalowanej odpowiednio ok. 16,5 GW w 2030 roku i 28,8 GW w 2040 roku) i farmy wiatrowe na morzu (ok. 5,9 GW w 2030 roku i 16 GW w 2040 roku).

Dziś jednymi z głównych barier rozwoju sektora OZE są ograniczone możliwości przyłączeniowe i niski poziom elastyczności sieci. Ekspertka podkreśla, że konieczne są zmiany, które uwolnią blokowane moce przyłączeniowe i pozwolą na większą optymalizację wykorzystania dostępnej infrastruktury. Dlatego też branża OZE wiąże duże nadzieje z planowaną reformą systemu przyłączeniowego.

– Obecnie na etapie sejmowym procedowana jest ustawa, która reformuje cały system przyłączeń w Polsce. Jest to bardzo duża reforma, największa od lat i myślę, że to będzie kluczowy moment, kiedy te przepisy wejdą w życie – zapowiada zastępczyni dyrektora Departamentu Energii i GOZ w Konfederacji Lewiatan.

7 stycznia 2026 roku Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy Prawo energetyczne (UC84), która zakłada zmianę zasad przyłączania instalacji do sieci elektroenergetycznych. Ma to być uproszczony proces, oparty na jasnych, przewidywalnych zasadach i z ograniczonymi formalnościami – zarówno dla inwestorów, jak i odbiorców końcowych. Reforma skróci czas przyłączeń, uporządkuje planowanie rozwoju sieci i pozwoli na optymalizację kosztów oraz nakładów inwestycyjnych. Dzięki zmianom inwestorzy będą mogli korzystać z elastycznych umów przyłączeniowych, które pozwolą też na uruchomienie instalacji w okresie przejściowym, zanim sieć zostanie w pełni rozbudowana. Możliwe będzie również współdzielenie przyłącza nie tylko przez instalacje OZE, ale także magazyny energii i inne instalacje (rozszerzona koncepcja „cable pooling”). Dla odbiorców końcowych energii elektrycznej reforma oznacza większą przewidywalność rachunków za energię. Projekt stanowi element pakietu antyblackoutowego.

– Ten pakiet jest przygotowany przez Ministerstwo Energii razem z operatorem systemu przesyłowego, Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi, który również, jak się domyślamy, będzie wprowadzał znaczące zmiany do systemu – podkreśla Paulina Grądzik.

Inicjatywa „Bezpieczny prąd”, czyli tzw. pakiet antyblackoutowy, powstała jako odpowiedź na wydarzenia z kwietnia 2025 roku na Półwyspie Iberyjskim, gdzie doszło do jednego z największych blackoutów na Starym Kontynencie. Zestaw skoordynowanych mechanizmów ma na celu przeprowadzenie transformacji sektora elektroenergetycznego przy zapewnieniu wystarczalności zasobów w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Ma się też przyczynić do zwiększenia jego elastyczności.

– Kluczowe zmiany, których potrzebujemy w naszej legislacji, aby zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne i rozwinąć odnawialne źródła energii w Polsce, to przede wszystkim usunięcie barier administracyjnych i prawnych. Te bariery są najbardziej dostrzegalne w sektorze lądowej energetyki wiatrowej. Natomiast niezbędne zmiany dotyczą wszystkich technologii OZE – uważa ekspertka Konfederacji Lewiatan. – Niezwykle ważne jest też wprowadzenie zmian, które pozwolą na zwiększenie optymalizacji wykorzystania dotychczasowej infrastruktury, czyli na przykład będą wspierać rozwój sektora magazynowego.

Jak zaznaczono w KPEiK, rozwój rynku magazynowania energii elektrycznej i ciepła jest kluczowy dla transformacji energetycznej, a także dekarbonizacji elektroenergetyki, ciepłownictwa i ogrzewnictwa. To od nich zależy bowiem poprawa stabilności i niezawodności pracy systemów przesyłowych i dystrybucyjnych, wyrównywanie obciążenia elektrycznego systemu czy łagodzenie negatywnych zjawisk związanych ze zmienną generacją energii z OZE. Dla realizacji tych funkcji niezbędny jest rozwój instalacji różnej skali, różnej technologii, przeznaczonych dla zróżnicowanych użytkowników systemu. KPEiK zakłada, że działania na rzecz rozwoju magazynów energii powinny się skupiać m.in. na upowszechnieniu umów z ceną dynamiczną, uruchomieniu programów wspierających inwestycje, tworzeniu programów badawczo-rozwojowych czy też wdrożeniu certyfikacji i homologacji systemów oraz technologii magazynowania energii.

– Polska jest na początkowym etapie rozwoju sektora magazynowego. Nasz system będzie musiał się w następnych latach przystosowywać do zakładanego rozwoju źródeł odnawialnych – mówi Paulina Grądzik. – W sektorze magazynowym potrzebnych jest wiele zmian. Trzeba przygotować system wsparcia w ramach nowego rynku mocy i legislację, bo tylko sektor magazynów jest w stanie doprowadzić do pełnego rozwoju polskiej energetyki.

Jak wynika z raportu Forum Energii, w 2024 roku w Polsce funkcjonowały magazyny energii o pojemności ok. 8 GWh i łącznej mocy blisko 2 GW. 91,3 proc. z nich stanowiły elektrownie szczytowo-pompowe, a 8,7 proc. magazyny bateryjne.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł