Polska zmaga się z niedoborem wody. Rowy melioracyjne mogą pomóc w jej zatrzymywaniu

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Polska zmaga się z niedoborem wody. Rowy melioracyjne mogą pomóc w jej zatrzymywaniu

Polska należy do krajów europejskich o ograniczonych zasobach wody, a coraz częstsze okresy suszy dodatkowo pogłębiają problemy rolnictwa. Eksperci wskazują, że jednym ze sposobów na poprawę sytuacji jest zmiana sposobu funkcjonowania systemów melioracyjnych tak, by służyły nie tylko osuszaniu pól, ale też zatrzymywaniu wody i jej magazynowaniu. To jednak może wymagać rekompensat dla rolników, którzy w związku z dłuższym utrzymywaniem wody na swoich gruntach będą ponosić straty.

Fot. Elżbieta Michta/Pixabay

– Zasoby wód gruntowych odbudowują się w ciągu tygodni i miesięcy, zasoby wód głębszych odbudowują się dziesiątki, czasami setki lat, a zasoby wód głębokich, artezyjskich odbudowują się tysiące lat. Z takich zasobów korzysta Łódź, w której mieszkam. Pytanie, czy jeszcze jest to zasób odnawialny – mówi agencji Newseria dr Kinga Krauze z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN. – Większość z nas nie docenia faktu, że zasoby wody w wielu regionach Polski nie są do końca odnawialne. Przyzwyczailiśmy się do tego, że woda zawsze jest dostępna i rzeczywiście czasami jest jej trochę za dużo, zwłaszcza na południu i północy Polski, ale na przykład w Polsce środkowej już jej tak dużo nie ma.

Polska średnio w ciągu roku dysponuje ok. 60 mld m3 odnawialnych zasobów wody słodkiej, a w okresach suszy nawet poniżej 40 mld m3. Według ONZ dla zapewnienia bezpieczeństwa wodnego niezbędne są roczne odnawialne zasoby wody słodkiej o objętości co najmniej 1,7 tys. m3 na osobę. W latach 2015–2023 w Polsce wynosiły one od 1,1 do 1,6 tys. m3 – wynika z „Raportu SDG 2025” przygotowanego przez GUS.

– Latem napełniamy sobie baseny wodą, kiedy nie ma jej za dużo. Nie mamy chyba do niej szczególnego szacunku. Dużo też zależy od działań związanych z odtwarzaniem cieków, renaturyzacją rzek, przebudową melioracji na terenach rolniczych, żeby ona służyła zarówno nawadnianiu, jak i odwadnianiu pól. Bardzo często drenujemy pola, a później mamy problemy z suszą rolniczą – wyjaśnia dr Kinga Krauze. – Nie robimy za dużo, począwszy od naszych indywidualnych decyzji, po działania systemowe. Robimy trochę za mało, biorąc pod uwagę ekstremalność zjawisk, z którymi mamy w tej chwili do czynienia.

Zgodnie z ostatnim raportem Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach, obejmującym okres od 21 maja do 20 lipca br., zagrożenie suszą stwierdzono m.in. w 65 proc. gmin w przypadku zbóż jarych, 57 proc. gmin dla zbóż ozimych, 42 proc. dla krzewów owocowych, 40,5 proc. dla rzepaku i rzepiku oraz 25 proc. dla kukurydzy na ziarno i na kiszonkę. Największy zasięg zagrożenia suszą odnotowano m.in. w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim, lubelskim i łódzkim.

W całej Europie w 2025 roku odnotowano najsuchsze warunki wilgotności gleby w ciągu 33 lat obserwacji satelitarnych. W maju ub.r. 35 proc. powierzchni Starego Kontynentu doświadczyło ekstremalnej suszy w rolnictwie, a kolejne 19 proc. suszy umiarkowanej. To wnioski z raportu „European State of the Climate 2025” opracowanego przez Copernicus Climate Change Service i Światową Organizację Meteorologiczną.

– Sieć rowów melioracyjnych czy drenujących jest jedną z przyczyn problemu z dostępnością wody w rolnictwie i jest też rozwiązaniem tego problemu. Mówimy o tym, że po pierwsze, nie powinny to być tylko systemy osuszające. Ich zadaniem musi być również chwytanie wody w miejscu opadu, by nie odprowadzać jej od razu rowami drenującymi na przykład do rzek, tylko utrzymać ją w poszczególnych miejscach zlewni – podkreśla ekspertka Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN.

Z informacji Państwowego Gospodarstwa Wodnego – Wód Polskich wynika, że w Polsce jest ponad 250 tys. km rowów melioracyjnych, co tworzy ogromny potencjał retencyjny. Dawniej ich podstawową funkcją było szybkie odwadnianie pól, jednak obecnie mogą się stać narzędziem spowalniania odpływu i magazynowania wody. Regulacja przepływu w rowach pozwala dłużej utrzymać wodę w krajobrazie, wspiera infiltrację do gleby, zasilanie wód gruntowych, zwiększa wilgotność gleb i ogranicza erozję.

– To rozwiązanie jest dosyć proste i wiążemy z nim duże nadzieje, ale ono wymaga wielu kompromisów. Oczywiście musimy mieć świadomość, że zatrzymanie wody na poszczególnych odcinkach rowów drenujących powoduje, że rolnicy, których pola przylegają do nich, mają na nich znacznie więcej wody niż inni. Czasami skarżą się na to, że wiosną nie mogą wjechać na pola równie wcześnie jak inni rolnicy, u których retencja wody nie następuje – wyjaśnia dr Kinga Krauze.

Jak podkreślają Wody Polskie, ważną rolę w poprawie retencji krajobrazowej pełnią proste urządzenia piętrzące montowane w rowach. Zastawki umożliwiają regulację poziomu wody, progi piętrzące spowalniają przepływ, a przepusty z regulacją odpływu pozwalają zatrzymywać wodę po opadach i stopniowo ją uwalniać.

– Musi nastąpić pewien kompromis pomiędzy użytkownikami wody w zlewni. Tego rodzaju problemy są na świecie rozwiązywane na przykład w ten sposób, że wspólnota płaci pewną kompensację osobom, które gwarantują większą retencję wody czy dostępność wody w przyszłości. Pokrywa ewentualne straty, które mogą wynikać z tego, że rolnik pozwala na to, żeby na jego polu było gromadzone więcej wody lub zalegała ona dłużej, z czego korzystają inni rolnicy – wyjaśnia przedstawicielka Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN. – W Polsce można by rozwiązać ten problem podobnie. Użytkownicy wód na danym terenie mogliby się umówić na system kompensacji dla tych, którzy zachowują mokradła czy pozwalają na dłuższą retencję wody w rowach melioracyjnych.

Aby rowy melioracyjne spełniały swoje zadania, konieczne jest ich regularne utrzymywanie. Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski w styczniu br. alarmowało jednak o ich postępującej degradacji. Jak podkreśliło, ich stan techniczny w wielu regionach kraju jest niewystarczający, co skutkuje zarówno nadmiernym odpływem wód opadowych i roztopowych, jak i brakiem możliwości ich zatrzymywania w okresach deficytu wody. Eksperci podkreślają, że brak konserwacji rowów melioracyjnych przy obfitych opadach może prowadzić do występowania lokalnych podtopień, zalewania sąsiednich posesji i zwiększonego ryzyka powodzi. 

 

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

W Polsce marnują się miliony ton żywności rocznie

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

W Polsce marnują się miliony ton żywności rocznie

Gospodarstwa domowe odpowiadają za 60 proc. marnowanej żywności. Prawie dwie trzecie Polaków przyznaje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie. Najczęściej do kosza trafiają pieczywo, warzywa i wędliny. Banki Żywności alarmują, że problem wynika głównie ze złego planowania zakupów i braku pomysłu na wykorzystanie produktów. Pomóc ma m.in. specjalny kalkulator pokazujący, ile jedzenia marnujemy w ciągu roku.

Fot. Pixabay

– Polacy marnują zdecydowanie za dużo żywności. Nasz bank przygotował kalkulator, który jest dostępny na naszej stronie, którym można sprawdzić, policzyć, ile każdy z nas marnuje żywności w skali roku. Myślę, że jest to co najmniej kilkadziesiąt kilogramów – takie wyniki średnio wychodzą osobom, które to liczą u nas – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Marzenna Gawriłow z Banków Żywności SOS w Warszawie.

Z danych opracowanych przez Banki Żywności wynika, że marnowanie żywności jest powszechnym problemem. W 2025 roku 63 proc. respondentów przyznało się do wyrzucania jedzenia przynajmniej od czasu do czasu. To wynik znacznie wyższy niż w 2024 roku (45 proc.). Młodsze grupy marnują jedzenie częściej niż starsze. Najczęstszą przyczyną jest przegapienie terminu przydatności do spożycia – tak odpowiada 56 proc. respondentów. Kolejnymi problemami są: robienie zbyt dużych zakupów (29 proc.), zakup produktu złej jakości (26 proc.) oraz niewłaściwe przechowywanie żywności (24 proc.).

– Staramy się edukować, pokazywać, jak przechowywać żywność w lodówce, jak jej nie marnować, jak wykorzystywać resztki, które nam zostają. Dzięki temu jesteśmy coraz bardziej świadomi, jak optymalnie wykorzystywać produkty, ale też tego, że są w Polsce osoby, które tej żywności potrzebują. To też mobilizuje, żeby jej po prostu nie wyrzucać – dodaje Marzenna Gawriłow.

Główny Urząd Statystyczny podaje, że w 2024 roku w Polsce około 5,2 proc. osób było zagrożonych skrajnym ubóstwem. Jednocześnie w skali całego kraju rocznie marnuje się 4,8 mln t żywności.

– Brakuje nam przede wszystkim pomysłu na wykorzystanie tego, co kupujemy. Wciąż robimy za duże zakupy – uważa Sylwia Majcher, edukatorka ekologiczna, autorka książek o niemarnowaniu żywności. – Najważniejsze są: edukacja gospodarstw domowych, docieranie od podstaw, szacunek do produktów i umiejętne robienie zakupów. Dzisiaj może się to wydawać abstrakcją, ale dobrze skonstruowana lista zakupów jest kluczem do sukcesu. Także eksperymentowanie w kuchni, czyli sięganie po różne produkty, które nie do końca mogą się ze sobą połączyć. Na przykład da się świetnie zgrać pomidory z truskawkami, maliny z botwinką czy szparagi z agrestem. Nie bójmy się kreatywności w kuchni, bo to jeden z kroków do zmniejszenia strat.

Najczęściej marnowane jest pieczywo (55 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się owoce, warzywa i wędliny (odpowiednio 46, 44 i 41 proc.). Istotny problem stanowi też marnowanie produktów takich jak jogurty czy mięso.

– Co sekundę do kosza trafia 150 kg jedzenia. Nie możemy zrzucać winy tylko na sklepy, restauracje, transport albo produkcję, ale zrobić rachunek sumienia, sprawdzić, co u nas najczęściej się marnuje i zacząć zmiany. Polacy mają coraz większą świadomość, ale też nie chcą wierzyć do końca, że to właśnie u nich jest największy problem – mówi Sylwia Majcher.

Gastronomia i handel odpowiadają za odpowiednio 1,17 oraz 6,96 proc. marnowanej żywności, a produkcja rolnicza i przetwórstwo – po 15 proc. W tych obszarach ze zjawiskiem marnowania żywności pomaga walczyć ustawa przyjęta w 2019 roku, zgodnie z którą określone grupy przedsiębiorców muszą zawrzeć umowę z organizacją pozarządową dotyczącą przekazywania niesprzedanej żywności. Są również zobowiązani do prowadzenia co najmniej raz w roku przez dwa kolejne tygodnie kampanii informacyjno-edukacyjnych, składania rocznych sprawozdań o ilości marnowanej żywności oraz zamieszczania informacji o wysokości należnej opłaty za marnowanie żywności lub wartości żywności przekazanej organizacjom pozarządowym. Zasady te obowiązują jednostki handlu (sklepy lub hurtownie) o powierzchni sprzedaży powyżej 250 mkw., w których przychody ze sprzedaży żywności stanowią co najmniej 50 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem.

– Ustawa będzie nowelizowana, bo już wiadomo, że nie zadziałała do końca tak, jak powinna. Nie można natomiast zrobić wielkiego programu prawnego, który będzie zaglądał do naszych koszy i nas rozliczał. Tutaj bardziej chodzi o edukację. Takie programy też się pojawiają, Ministerstwo Rolnictwa prowadzi takie kampanie, Parlament Europejski w ramach warsztatów dla uczniów „Smaki Europy” porusza temat szacunku dla jedzenia. Komisja Europejska pracuje nad różnymi zmianami, bo zgodnie z jej wytycznymi musimy zmniejszyć marnowanie jedzenia. Te działania się więc odbywają, potrzeba ich na pewno więcej, żeby każdy dostrzegł punkty do naprawy u siebie – uważa edukatorka.

Zgodnie z nowymi celami Komisji Europejskiej państwa członkowskie są zobowiązane do podjęcia działań, które doprowadzą do ograniczenia marnowania żywności o 10 proc. w przetwórstwie i produkcji oraz o 30 proc. na mieszkańca łącznie w handlu detalicznym i konsumpcji (restauracje, punkty gastronomiczne i gospodarstwa domowe) w porównaniu ze średnią z lat 2021–2023.

 

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

96 proc. Polaków deklaruje segregację odpadów opakowaniowych. 62 proc. wie, gdzie wyrzucić karton po mleku czy soku

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

96 proc. Polaków deklaruje segregację odpadów opakowaniowych. 62 proc. wie, gdzie wyrzucić karton po mleku czy soku

96 proc. Polaków deklaruje, że segreguje odpady opakowaniowe w swoich gospodarstwach domowych – wynika z badania przeprowadzonego przez SW Research dla Fundacji ProKarton. Nie zmienił się w porównaniu z zeszłym rokiem poziom wiedzy na temat tego, że kartony po mleku i po sokach nadają się do recyklingu, ale niemal 1/4 ankietowanych błędnie wskazuje pojemnik do ich segregacji. Zdaniem przedstawicieli fundacji potrzebna jest dalsza edukacja Polaków w tym obszarze, ponieważ odpowiednia segregacja jest decydująca dla dalszego odzyskiwania surowców.

Fot. Antranias/Pixabay

Zużyte opakowania najczęściej segregują osoby z wykształceniem wyższym (97 proc.) oraz w wieku powyżej 60 lat (97 proc.), a także mieszkańcy województw lubuskiego i warmińsko-mazurskiego.

– Fundacja ProKarton już od 13 lat pyta Polki i Polaków o ich postawy dotyczące selektywnego zbierania odpadów opakowaniowych. Z tegorocznego badania, które zrealizowała dla nas pracownia SW Research, wynika, że 96 proc. z nas segreguje odpady opakowaniowe. Deklarowana segregacja odpadów jest więc na wysokim, stabilnym poziomie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Łukasz Sosnowski, prezes Fundacji ProKarton.

W porównaniu z ubiegłym rokiem odsetek osób deklarujących prawidłową segregację kartonów po płynnej żywności wzrósł o 4 pkt proc. Nadal jednak spora część z badanych nie wie, który pojemnik wybrać.

– 62 proc. badanych mówi, że kartony po mleku i sokach wyrzuca prawidłowo, do żółtego pojemnika, 13 proc. błędnie wskazuje pojemnik niebieski na papier, a 11 proc. – czarny na odpady zmieszane. Wynika z tego, że wiedza o tym, do jakich pojemników wyrzucać konkretne rodzaje odpadów, wciąż wymaga utrwalania i wzmacniania – ocenia Łukasz Sosnowski.

Ekspert tłumaczy te wątpliwości faktem, że karton po mleku czy soku jest opakowaniem wielomateriałowym, zbudowanym głównie z papieru. Zawiera również cienkie warstwy polimerów, a czasem również aluminium. Może to więc powodować błędne skojarzenie z papierem i w konsekwencji decyzję o wrzuceniu opakowania do niebieskiego zamiast żółtego pojemnika.

– Bywa też, że konsumenci źle odczytują etykietę „Mieszany/Mix”, umieszczoną na kartonach do płynnej żywności, która nie ma nic wspólnego z zasadami selektywnej zbiórki – takich kartonów nigdy nie wyrzucamy do pojemnika na odpady zmieszane – tłumaczy prezes Fundacji ProKarton. – Pamiętajmy o tym, że w całej Polsce obowiązują te same zasady dotyczące wyrzucania zużytych opakowań i w każdej gminie kartony po mleku i sokach wyrzucamy do żółtego.

Prawidłowa selektywna zbiórka kartonów ma znaczenie. Jest pierwszym etapem procesu recyklingu, który umożliwia ponowne wykorzystanie cennych surowców.

– Mamy w Polsce instalacje i technologie, które pozwalają takie opakowania przetwarzać. W Ostrołęce, w papierni Stora Enso, działa nowoczesna linia, na której odzyskiwane są włókna celulozowe wykorzystywane do produkcji np. tektury falistej czy opakowań do e-commerce. Z kolei w zakładzie Plastigram w Szczuczynie poddaje się recyklingowi polimery i aluminium, czyli tzw. frakcję PolyAl. Produktem tego procesu jest lekki, trwały i wszechstronny granulat, znajdujący zastosowanie w wielu sektorach gospodarki, m.in.: motoryzacyjnym i meblarskim, a także w produkcji akcesoriów designerskich, wytwarzaniu płytek podłogowych czy budownictwie – wymienia ekspert.

Tymczasem poziom wiedzy o recyklingu kartonów po płynnej żywności pozostaje bez zmian względem ubiegłego roku. 64 proc. badanych uważa, że podlegają one przetwarzaniu. Przeciwnego zdania jest 13 proc. badanych, a blisko co czwarty (23 proc.) nie ma zdania w tej kwestii.

– Odpady zebrane w żółtym pojemniku, w tym kartony po płynnej żywności, jadą najpierw do sortowni, skąd już oddzielone od innych opakowań, zbelowane, trafiają do zakładu recyklingu, najczęściej do papierni. Tam włókna celulozowe są oddzielone od pozostałych warstw opakowania i przetwarzane na papier z recyklingu. Pozostałe materiały, czyli polimery i aluminium, przetwarzane są na surowce wtórne w innym zakładzie. W ten sposób wszystkie warstwy, z których składają się kartony na mleko i soki, są w Polsce poddawane recyklingowi i wracają do obiegu – mówi Łukasz Sosnowski.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Branża odpadowa: wiemy, jak poprawić ustawę o rozszerzonej odpowiedzialności producenta

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Branża odpadowa: wiemy, jak poprawić ustawę o rozszerzonej odpowiedzialności producenta

Przedstawiciele branży odpadowej przygotowali listę zmian do ministerialnego projektu ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100), które – według nich – mogłyby m.in. zagwarantować obniżenie kosztów dla mieszkańców. „Proponujemy model >>Sprawiedliwy ROP<<, który może wprowadzić do ustawy pozytywne zmiany. To nie rewolucja a ewolucja” – powiedział Karol Wójcik, przewodniczący rady programowej Izby Branży Komunalnej.

Fot. Antranias/Pixabay

Dwie izby branżowe: Izba Branży Komunalnej i Polska Izba Gospodarki Odpadami, reprezentujące największą część polskiego rynku gospodarki odpadami, zorganizowały konferencję „Czy śmieci mogą być tańsze? Branża odpadowa o przyszłości gospodarki odpadami”. Podczas spotkania przedstawione zostały założenia „Sprawiedliwego ROP”, czyli wypracowanego przez branżę rozwiązania mającego umożliwiać pełne pokrycie kosztów gospodarowania odpadami opakowaniowymi, przejrzysty przepływ środków oraz obniżenie rachunków mieszkańców.

Głównym założeniem ustawy, przygotowanej przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, jest przesunięcie finansowego ciężaru zbierania, przetwarzania i recyklingu opakowań z obywateli oraz samorządów na przedsiębiorców wprowadzających te opakowania na rynek.

Propozycja ministerstwa według organizacji branżowych wymaga zmian.

„>>Czy mogą być tańsze<< – tak. Wypracowaliśmy zmiany pod nazwą >> Sprawiedliwy ROP<<. To nie rewolucja a ewolucja, na ustawę UC100 nakładamy przejrzysty model, dzięki któremu każdy uczestnik rynku i mieszkańcy odczują zmiany” – przekonywał Karol Wójcik, przewodniczący rady programowej Izby Branży Komunalnej.

Agnieszka Fiuk, członek rady programowej Izby Branży Komunalnej, przyznała, że w branży, gdy prace się rozpoczęły, dominowało entuzjastycznie nastawienie do ustawy o ROP. Uważa ona, że nie należy przerywać trwających prac nad ustawą, lecz zawrócić obecny projekt do prac w ministerstwie.

„Powodów do krytycznej oceny projektu jest co najmniej kilka. Przede wszystkim nie określono w nim jasno, według jakich zasad środki pochodzące z opłaty ROP będą dzielone, przekazywane i rozliczane. Jednocześnie zbyt wiele kompetencji skupiono w NFOŚiGW, co prowadzi do nadmiernej centralizacji systemu. Projekt nie daje również gwarancji, że pieniądze wpłacane przez producentów rzeczywiście przełożą się na obniżenie jego kosztów ponoszonych przez mieszkańców” – wskazywała Agnieszka Fiuk.

Zdaniem obu organizacji system rozszerzonej odpowiedzialności producentów powinien funkcjonować na zasadach rynkowych, w oparciu o współpracę i konkurencję pomiędzy organizacjami odpowiedzialności producentów. Rolą NFOŚiGW nie powinno być zarządzanie systemem ani decydowanie o podziale zgromadzonych środków, lecz kontrolowanie jego prawidłowego funkcjonowania oraz prowadzenie rozliczeń – a więc pełnienie funkcji kontrolnej i księgowej.

Jednocześnie najważniejsze zasady działania systemu nie mogą być pozostawione do późniejszego określenia przez Fundusz ani wynikać z jego uznaniowych decyzji czy rozporządzeń. To ustawa powinna w sposób jasny, szczegółowy i transparentny określać mechanizmy podziału, przekazywania oraz rozliczania środków pochodzących z opłaty ROP. Takich regulacji w obecnym projekcie brakuje.

Według Kamila Majerczaka, wiceprzewodniczącego rady Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, organizacje branżowe wspierają model „Sprawiedliwego ROP”.

„Wszystkie role są odpowiednio podzielone. To producent ma finansować gospodarowanie opakowaniami. Wspierać go będą organizacje odzysku. Gminy określą warunki zbiórki i dalej nasza branża będzie odpady odbierać, zagospodarowywać, poddawać recyklingowi a funduszowi ochrony środowiska pozostanie kontrola i nadzór” – informował Kamil Majerczak. „Powstanie szczelny, kontrolowany, audytowalny mechanizm, w którym pieniądze obniżą koszty mieszańców” – dodał wiceprzewodniczący rady Polskiej Izby Gospodarki Odpadami.

Zdaniem Michała Dąbrowskiego, przewodniczącego rady Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, pieniądze z ROP nie oznaczają automatycznie obniżenia rachunków, trzeba ten mechanizm właściwie zaprojektować. Według niego ROP będzie sukcesem, jeśli obywatel przestanie finansować te koszty, które powinny należeć do producenta.

„Projekt UC100 jest w rządzie, więc ta konferencja prasowa jest prośbą do rządu, że jest jeszcze czas, żeby w tej kadencji zrobić dobrą ustawę o rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Nie trzeba jej pisać od nowa, wystarczy zmodyfikować” – przekonywał Michał Dąbrowski.

Przedstawiciele branży odpadowej potwierdzają, że choć kierunkowo zgadzają się z ministerstwem, to projekt ustawy w dzisiejszym brzmieniu nie realizuje celów ROP i dlatego wymaga wprowadzenia koniecznych zmian. Przedstawiciele organizacji przyznają, że są gotowi służyć swoim doświadczeniem.

IBK i PIGO wskazują, że jako jedyni interesariusze walczą o interes obywateli i obniżenie rachunków za odpady wprost z wyłączeniem jedynie potrącenia na koszty administrowania systemem.

„Chcemy, żeby każdy z nas miał pewność, że zapłaci za odpady mniej. Nasz model realnie odciąży mieszkańca w kosztach gospodarki odpadami” – podsumował przewodniczący rady programowej Izby Branży Komunalnej.

Z założeniami „Sprawiedliwego ROP” można zapoznać się tutaj: Sprawiedliwy ROP – model IBK i PIGO – Izba Branży Komunalnej

Źródło: PAP MediaRoom

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Wchodą w życie przepisy przeciwdziałające greenwashingowi. Firmy powinny zweryfikować swoją komunikację

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Wchodą w życie przepisy przeciwdziałające greenwashingowi. Firmy powinny zweryfikować swoją komunikację

Od 27 września 2026 roku mają zacząć obowiązywać nowe zasady dotyczące komunikowania ekologicznych cech produktów i usług. To efekt wdrażania unijnej dyrektywy, która ma ograniczyć greenwashing. Wprowadza ona zakaz stosowania ogólnych twierdzeń środowiskowych, takich jak „ekologiczny” czy „zielony”, jeśli nie można ich wiarygodnie uzasadnić. Dla przedsiębiorców to ostatni dzwonek, żeby dostosować swoją komunikację, reklamy i opakowania.

Fot. PAP MediaRoom

Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/825 z 28 lutego 2024 roku ma ograniczyć praktyki, które mogą wprowadzać konsumentów w błąd co do ekologiczności produktów i usług. W Polsce wdrożą ją nowa ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawa o prawach konsumenta. Rada Ministrów 7 lipca 2026 roku przyjęła projekt ustawy o zmianie obu tych aktów prawnych, a 9 lipca skierowała go do Sejmu.

– 27 września tego roku wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące greenwashingu, czyli praktyk stosowanych przez przedsiębiorców, w których przedstawiają oni swoje produkty lub firmy jako bardziej ekologiczne, niż są w rzeczywistości. Nowe regulacje mają sprawić, żeby te twierdzenia nie były gołosłowne, ale aby szły za nimi fakty, które będą realne dla konsumentów – mówi agencji Newseria Urszula Kopeć, adwokat w Kancelarii Radcy Prawnego dr Anna Banaszewska. – Na przykład nie będzie można stosować ogólnych stwierdzeń mówiących, że produkt jest ekologiczny, zielony, przyjazny dla planety, kiedy do końca nie wiadomo, co to znaczy. Jeżeli już ktoś będzie chciał stosować te określenia, będą musiały być poparte stosownymi dowodami, a nawet certyfikatami.

Przedsiębiorcy nie będą mogli również stosować wspomnianych określeń o ekologiczności produktów, jeśli będą się odnosiły tylko do części produktu, np. tylko do opakowania z recyklingu, podczas gdy pozostała część nie będzie spełniała tych wymogów.

– Tak samo nie będzie można całej firmy przedstawiać jako np. przyjaznej środowisku, jeżeli w rzeczywistości ekologiczna jest tylko jedna fabryka – tłumaczy Urszula Kopeć.

Oznacza to również brak możliwości stosowania ekoznaków, które przedsiębiorcy umieszczali na produktach bez zatwierdzania ich przez certyfikowaną jednostkę lub organ państwowy. Celem tych zmian jest ograniczenie liczby własnych, nieweryfikowanych oznaczeń, które mogą wprowadzać konsumentów w błąd.

– Możemy czasami zauważyć na produktach, że są tam różne zielone listki czy drzewka, które często przedsiębiorcy sami sobie nadają. Teraz to będzie zakazane – tłumaczy adwokat. – Podsumowując, nowe regulacje znaczą przede wszystkim to, że jeżeli przedsiębiorca będzie twierdził, że jest eko czy przyjazny dla środowiska, to musi konkretnie wskazać, co to znaczy, i umieć to udowodnić. Konsumenci na pewno zobaczą dużo mniej tego typu twierdzeń.

Nowe przepisy oznaczają dla firm konieczność dokładnego sprawdzenia oznakowań produktów i komunikatów marketingowych. Jeśli zostaną przyjęte w określonym czasie i wejdą w życie 27 września, nowe wymogi zaczynają obowiązywać od razu. Projekt nie przewiduje okresu przejściowego.

– Nawet te produkty, które już funkcjonują na rynku, zostały wyprodukowane i wprowadzone na rynek lub znajdują się w magazynie, będą musiały być dostosowane do nowych przepisów. Może to być kłopotem dla wielu przedsiębiorców. Być może zobaczymy naklejki na produktach, gdzie grafiki, które sami przedsiębiorcy sobie nadawali, będą pozaklejane, bo będą już niezgodne z prawem – tłumaczy Urszula Kopeć.

Polscy konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na sposób, w jaki marki komunikują kwestie ekologiczne. Z VIII edycji EKObarometru, opublikowanej w czerwcu br. przez SW Research, wynika, że 31 proc. badanych w ciągu ostatniego miesiąca spotkało się z reklamą produktu lub usługi wykorzystującą hasła ekologiczne. Poprawne wyjaśnienie pojęcia „greenwashing” wskazało w tym roku 35 proc. respondentów (wzrost o 3 pp.). Chociaż jest ono nadal słabo rozpoznawalne, to rośnie rozumienie samego mechanizmu. Dane wyraźnie pokazują ostrożność wobec ekologicznych komunikatów marek. 64 proc. respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem, że hasła związane z ekologią są często wykorzystywane jedynie w celach promocyjnych, a 54 proc. uważa, że firmy przesadnie używają ekologii w swoich kampaniach. Dodatkowo zdaniem 41 proc. dzisiejsze reklamy są pełne zbędnych treści ekologicznych.

Egzekwowaniem nowych przepisów będzie się zajmował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Możliwe konsekwencje dla przedsiębiorcy mogą być różnorakie. Na szczęście prezes UOKiK zapowiedział publicznie, że na początku te działania będą miękkie, czyli bardziej edukacyjne, wzywające do usunięcia naruszeń. Poza tym najpierw UOKiK będzie się przyglądał dużym przedsiębiorcom – tłumaczy adwokat w Kancelarii Radcy Prawnego dr Anna Banaszewska. – Natomiast trzeba pamiętać, że później nastąpią jednak twarde sankcje. Najbardziej dotkliwe i najbardziej przemawiające do wyobraźni przedsiębiorców jest to, że jeżeli UOKiK uzna, że dana praktyka godzi w zbiorowe interesy konsumentów, to kara finansowa może dojść nawet do 10 proc. obrotów z roku poprzedzającego nałożenie kary.

Procedowana ustawa ma zakazać również przedstawiania towaru jako nadającego się do naprawy w sytuacji, gdy tak nie jest. Przed zakupem konsument musi wiedzieć, czy naprawa jest możliwa, a jeśli tak, to w jakim zakresie. W przypadku treści i usług cyfrowych oraz urządzeń elektronicznych i innych produktów wykorzystujących oprogramowanie konsumenci mają być informowani o okresie, przez jaki producent będzie zapewniał aktualizacje. Nowe przepisy wprowadzają również większą przejrzystość gwarancji. Oznacza to, że konsument ma otrzymać jasne informacje o przysługujących mu prawach wynikających z przepisów.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Branża ochrony środowiska – rynek pracy przyszłości. Dlaczego ekologia potrzebuje dziś nie tylko ekspertów od przepisów?

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Branża ochrony środowiska – rynek pracy przyszłości. Dlaczego ekologia potrzebuje dziś nie tylko ekspertów od przepisów?

Ochrona środowiska to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki w Europie. Z obserwacji specjalistów z firm Eko Cykl oraz MM Agencja Marketingu Ekologicznego wynika, że miejsc pracy w tym sektorze stale przybywa i są one bardzo różnorodne. W ich ocenie może to być branża, w której w najbliższych latach będzie można zbudować ciekawą i satysfakcjonującą karierę.

Fot. Antranias/Pixabay

Branża przyszłości napędzana labiryntem regulacji prawnych

Dynamiczne zmiany przepisów na poziomie krajowym i unijnym sprawiają, że popyt na usługi środowiskowe rośnie w wyjątkowym tempie. Przedsiębiorcy muszą mierzyć się z nowymi obowiązkami, które pojawiły się niedawno – takimi jak rozporządzenie PPWR (nazywane “rewolucją” na rynku opakowań), które zaczyna obowiązywać już w sierpniu 2026 roku, dyrektywa plastikowa (SUP), system kaucyjny, czy raportowanie śladu węglowego.

“Oczywiście nie znikają wcześniejsze wymogi, takie jak sprawozdawczość w zakresie emisji szkodliwych substancji do KOBiZE, rejestracja w BDO (Baza danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami), pozwolenia wodno-prawne, obowiązek prowadzenia publicznych kampanii edukacyjnych w zakresie ekologii… Robi się tego już bardzo dużo, więc fachowa pomoc jest dla przedsiębiorców coraz bardziej atrakcyjna” – mówi dr Katarzyna Jadwiga Michniewska, specjalistka w dziedzinie logistyki odzysku, członek Rady Polskiej Izby Gospodarki Odpadami oraz Konfederacji Lewiatan, Prezes MM Agencji Marketingu Ekologicznego.

Jak wyjaśnia, dla wielu firm, zwłaszcza z sektora MŚP, samodzielne śledzenie tych zmian staje się niepraktyczne, co czyni outsourcing specjalistycznego doradztwa środowiskowego korzystną alternatywą.

Zindywidualizowane doradztwo wymaga partnerstwa i analizy potrzeb

“Na pierwszej linii, kiedy klient potrzebuje pomocy, są zawsze przedstawiciele handlowi, którzy w naszej branży pełnią rolę indywidualnych opiekunów rozpoznających potrzeby przedsiębiorców. To ważne, bo każdy przypadek jest indywidualny i gotowe produkty nie zawsze się sprawdzają. Ponadto wszyscy musimy dynamicznie dostosowywać się do nowego krajobrazu prawnego i rynkowego” – ocenia Błażej Fidziński, audytor, Dyrektor Działu Innowacji w spółce doradczej Eko Cykl.

Jak mówi, każde przedsiębiorstwo ma inny profil środowiskowy. Kluczem do sukcesu jest sprzedaż konsultacyjna, oparta na słuchaniu klienta, analizie jego faktycznych problemów i budowaniu długofalowej relacji opartej na zaufaniu. Do tego potrzebni są nie tylko analitycy w zakresie przepisów prawa, ale wielu innych fachowców: opiekunowie klienta, pracownicy administracji i hr, specjaliści w zakresie rozliczeń i finansów, marketingowcy, edukatorzy, specjaliści od systemów informatycznych.

Co z AI?

Według dr Michniewskiej, w branży ochrony środowiska rozwój sztucznej inteligencji nie oznacza automatycznego wypierania ludzi z ich dzisiejszych stanowisk. W praktyce większość kluczowych działań – od interpretacji przepisów, przez ocenę ryzyka środowiskowego, po podejmowanie decyzji w sytuacjach niejednoznacznych – wymaga doświadczenia, odpowiedzialności i kontekstu, którego algorytmy nie są w stanie w pełni uchwycić. Problemy środowiskowe rzadko mają charakter schematyczny, a ich rozwiązanie często zależy od lokalnych uwarunkowań, interesariuszy i zmiennych regulacyjnych.

“AI znajduje natomiast zastosowanie jako narzędzie wspierające – przy analizie danych, raportowaniu czy monitoringu. Ułatwia to pracę specjalistów i pozwala skupić się na zadaniach wymagających eksperckiego osądu, zamiast na czynnościach rutynowych. W naszej organizacji działa prężnie Menedżer AI a naszego agenta AI nazwaliśmy przyjaźnie EKOsiem – uczymy się wspólnie korzystać z nowoczesnych rozwiązań nie zapominając o rozwoju własnym, szkoleniach i zdobywaniu doświadczenia na terenie zakładów produkcyjnych” – mówi dr Michniewska.

Ścieżka rozwoju

Przepisy środowiskowe stale się zmieniają, a liczba obowiązków dla biznesu rośnie. Eksperci oceniają, że ten trend się utrzyma. Z tego powodu praca w sektorze wymaga stałego rozwoju a jednocześnie zapewnia zatrudnienie również w przyszłości. Zdaniem Błażeja Fidzińskiego są to zalety kariery w ochronie środowiska.

“Pracownicy mogą liczyć na szkolenia wewnętrzne i zewnętrzne, lekcje językowe. Branża jest otwarta również na osoby młode – programy stażowe i praktyki w różnych działach pozwalają zdobyć praktyczną wiedzę u boku ekspertów i rozpocząć karierę w sektorze o stabilnej przyszłości. A przez ten czas nikomu nie grozi nuda i stagnacja” – mówi ekspert.

Jak dodaje, satysfakcję pracownikom daje też poczucie, że robią coś, co ma pozytywny wpływ na otaczający świat. W dobie wyzwań klimatycznych i walki z zanieczyszczeniem środowiska, pracownicy branży eko – w każdym dziale firmy – nie tylko realizują swoje ambicje, ale również misję, w którą warto się angażować.

 

Źródło: PAP MediaRoom

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł