Segregowanie odpadów to najprostszy sposób zadbania o środowisko i uczczenia Dnia Ziemi

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Segregowanie odpadów to najprostszy sposób zadbania o środowisko i uczczenia Dnia Ziemi

99 proc. Polaków segreguje śmieci, a 61 proc. uważa, że to najlepszy sposób dbania o środowisko – podała Sonia Geryn, specjalistka ds. edukacji i promocji RLG w Polsce, powołując się na ogólnopolskie badanie „SPRAWA: Odpady”. Dodała, że o ile nie mamy problemów z segregowaniem plastikowych butelek i słoików, to rozbite szkło, karton po mleku czy rybie ości często wrzucamy do niewłaściwych pojemników, dlatego z okazji Dnia Ziemi firma RLG rusza z kampanią edukacyjną „SPRAWA: Odpady. Czyli na tropie odpadów zaginionych w środowisku”.

Fot. Pixabay

Jak przypomniała Sonia Geryn, 22 kwietnia po raz pięćdziesiąty szósty świętowaliśmy Dzień Ziemi.

„Z tej okazji, w ramach kampanii edukacyjnej >>SPRAWA: Odpady<<, zapytaliśmy Polaków, jak dbają o środowisko. Ponad 2/3 pytanych wskazało, że korzysta z torby wielorazowej, 62 proc. odpowiedziało, że gasi światło, a podium zamknęła segregacja odpadów, na którą wskazało 61 proc. badanych” – podała.

Dodała, że wynik segregacji ucieszył ją bardzo, zwłaszcza że w deklaracjach aż 99 proc. Polaków segreguje śmieci.

„Problemem jednak jest to, że o ile w przypadku codziennych odpadów, takich jak plastikowe butelki czy słoiki, 84 proc. badanych wskazało, jak je prawidłowo segregować, to przy mniej oczywistych odpadach błędy popełnia znaczna liczba ankietowanych” – wskazała.

Jak podała, 45 proc. badanych zaznaczyło, że uszkodzone lustro lub zbity słoik wrzuciłoby do szkła, co jest błędem, bo powinno trafić do czarnego pojemnika na odpady zmieszane, o czym wiedziało tylko 15 proc. respondentów.

„Nieco mniej problemów sprawia nam karton po soku lub mleku. Tu co piąty badany uważa, że to papier, który wyrzucamy do niebieskiego kosza na papier, tymczasem powinien on trafić do żółtego pojemnika na plastik i metale. W przypadku ości po rybie blisko połowa pytanych (49 proc.) wybrała pojemnik na odpady bio, chociaż faktycznie powinny one trafić do czarnego kosza na odpady zmieszane” – wyjaśniła ekspertka.

Zdaniem Geryn alarmujące jest też to, że blisko 3/4 respondentów zaznaczyło, że w ostatnich dniach zetknęło się z porzuconymi śmieciami w środowisku naturalnym.

„Badanie wskazuje, że najczęściej są to plastikowe butelki, niedopałki papierosów, puszki po napojach, plastikowe opakowania, np. po chipsach, czy foliówki, które zalegają w przydrożnych rowach, w lasach i na trawnikach. Porzucone śmieci straszą też przy przystankach, na ulicach, w parkach oraz przy brzegach zbiorników wodnych, gdzie w okresie letnim często wypoczywamy” – powiedziała ekspertka.

Zauważyła, że są trzy główne powody porzucania śmieci w przyrodzie. Przede wszystkim jest to zwykłe lenistwo, niska świadomość, że porzucone śmieci zagrażają zwierzętom, oraz brak wiedzy, że jest to zachowanie niezgodne z prawem.

„Z naszego badania wynika, że dla 45 proc. badanych najskuteczniejszym argumentem za tym, żeby nie zaśmiecać otoczenia i prawidłowo segregować odpady, są mandaty. Przypomnę, że zaśmiecanie miejsc publicznych jest wykroczeniem zagrożonym karą grzywny w wysokości minimum 500 zł” – podała.

Dodała, że innym przekonującym argumentem jest świadomość, jak śmieci szkodzą zwierzętom (41 proc. wskazań).

„Warto podkreślić, że zwierzęta mogą połknąć plastikowe odpady lub się w nie zaplątać. Szklane odpady mogą ranić zwierzęta i ludzi. Z kolei puste puszki i butelki działają jak pułapki dla owadów czy drobnych ssaków. Ponadto niektóre odpady zawierają substancje chemiczne, które w trakcie rozkładu mogą przedostawać się do gleby i oddziaływać na organizmy żywe, np. kartony pokryte farbami czy lakierami. Z kolei z rozkładu tworzyw sztucznych powstaje mikroplastik, który trafia do gleby i wód, a w konsekwencji do naszego układu pokarmowego” – wyjaśniła.

Geryn zwróciła uwagę, że badanie ujawniło wyraźne różnice pokoleniowe w podejściu do odpadów i segregacji.

„Najmłodsi (pokolenie Z, czyli 18–31 lat) częściej tłumaczą śmiecenie w miejscach publicznych brakiem świadomości skutków takiego działania, a jako rozwiązania wskazują wyższe kary i monitoring. Starsze pokolenia, X (46-61 l.) i Baby Boomers (62-80 l.), wiążą problem z brakiem odpowiedzialności i częściej deklarują konsekwentną segregację na co dzień” – wskazała ekspertka.

Dodała, że niepokojący jest wzrost obojętności wobec działań proekologicznych. Wyjaśniła, że zsumowany odsetek osób określanych jako „Denialiści” oraz „Obojętni” w autorskim narzędziu segmentacyjnym pracowni badawczej Zymetria, po raz pierwszy od 2022 roku przekroczył 50 proc. „W odpowiedzi na problemy ujawnione w naszym badaniu ruszamy z kampanią edukacyjną >>SPRAWA: Odpady. Czyli na tropie odpadów zaginionych w środowisku<<” – powiedziała przedstawicielka RLG w Polsce.

Powiedziała też, że do kampanii zaproszeni zostali influencerzy, w tym Weronika Walasiewicz i twórcy takich kont jak: Juszes, Codziennie Fit, Mikrowyprawy z Warszawy, Przerwa Weekendowa, Parki Narodowe w Polsce, Cruelty Free Ann oraz W zdrowym domu.

„Wszyscy twórcy wcielają się w detektywów, którzy prowadzą śledztwo w sprawie porzuconych odpadów. Każdy z nich zidentyfikuje zaginione odpady w terenie, ustali, jakie szkody wyrządzają zwierzętom i ludziom. Pokażą też, co mogłoby z nich powstać dzięki prawidłowej segregacji” – powiedziała Sonia Geryn.

Jak podkreśliła ekspertka, kampania kładzie szczególny nacisk na edukację o segregacji odpadów na pięć frakcji, z czym nie zawsze sobie radzimy.

Finał kampanii nastąpił 22 kwietnia w Dniu Ziemi.

O badaniu: Badanie „Sprawa: Odpady” zostało zrealizowane przez Zymetrię metodą CAWI w dniach 21–25 marca 2026 r. na ogólnopolskiej próbie N=1000 osób w wieku 18–70 lat, reprezentatywnej ze względu na płeć, wiek i wykształcenie.

O organizatorze: Kampania „SPRAWA: Odpady” jest realizowana przez RLG – profesjonalną organizację odzysku opakowań działającą na mocy ustawy z dnia 13 czerwca 2013 r. o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Działania edukacyjne prowadzone są pod marką Elektro3000 (elektro3000.pl).

 

Źródło: PAP MediaRoom

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Zielony amoniak szansą na dekarbonizację energetyki i wielkiej chemii

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Zielony amoniak szansą na dekarbonizację energetyki i wielkiej chemii

Część polskich bloków węglowych po 2028 roku przestanie spełniać unijne standardy emisyjne, co oznacza konieczność ich wyłączenia. Zielony amoniak może być jednym z narzędzi dekarbonizacji energetyki konwencjonalnej – podkreślali eksperci podczas seminarium „Energia przyszłych pokoleń”. Na świecie są rozwijane projekty, w których surowiec ten jest współspalany z węglem, co obniża emisyjność istniejących bloków węglowych. Zdaniem ekspertów to także istotny element dekarbonizacji rolnictwa, ponieważ sektor nawozowy odpowiada za ok. 80 proc. globalnego zużycia amoniaku oraz utrzymania rentowności polskiej wielkiej chemii.

Fot. GPT

– Zielony amoniak zaczyna być dzisiaj stosowany na świecie jako paliwo do współspalania w blokach węglowych. To się dzieje w Japonii, ale też inne kraje Azji – szczególnie Tajwan, Chiny i Indie – rozważają wprowadzenie tego typu metody obniżania emisyjności energetyki węglowej. Emisyjność bloków węglowych może spaść poniżej limitu 550 kg/MWh, czyli do poziomu niższego niż bloki gazowe, co oznacza, że spełniałyby unijne normy. To mogłoby przedłużyć życie naszym instalacjom węglowym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Tomoho Umeda, prezes Hynfra i przewodniczący Komitetu Gospodarki Wodorowej Krajowej Izby Gospodarczej.

Unijne przepisy przewidują, że elektrownie emitujące więcej niż 550 kg CO2 na 1 MWh energii po wygaśnięciu okresu przejściowego nie będą mogły korzystać z rynku mocy, czyli systemu wsparcia za gotowość do produkcji prądu. W Polsce dotyczy to części starszych bloków węglowych o mocy 200 MW. Jeśli nie ograniczą emisji, po 1 stycznia 2028 roku mogą zostać wyłączone z eksploatacji.

W takiej sytuacji może zabraknąć stabilnych mocy wytwórczych – w najbardziej pesymistycznym scenariuszu nawet do 8,2 GW. Bloki tej klasy odpowiadają za około jedną trzecią mocy w systemie elektroenergetycznym opartym na węglu. Wraz ze wzrostem udziału odnawialnych źródeł energii to właśnie elektrownie konwencjonalne coraz częściej stabilizują system, uzupełniając produkcję w okresach, gdy nie wieje wiatr i nie świeci słońce.

– Amoniak nie zastąpi innych działań związanych z dekarbonizacją, ale może się przyczynić do tego, że te działania będą mogły być efektywniej wprowadzane w życie – mówi Maciej Grabowski, były minister środowiska, prezes zarządu Centrum Myśli Strategicznych, organizatora Europejskiego Kongresu Finansowego. – Przez to proces dekarbonizacji w nich może następować przy mniejszych kosztach gospodarczych i społecznych.

Technologia współspalania jest już testowana w skali przemysłowej. W Japonii prowadzone są komercyjne wdrożenia w dużych jednostkach wytwórczych. Rozwój podobnych technologii obserwowany jest również w Chinach i Indiach. Jak podkreśla ekspert, również w Polsce ich wdrożenie byłoby możliwe przed 2030 rokiem.

– W Japonii JERA, czyli największa japońska firma energetyczna, realizuje taki projekt w bloku w miejscowości Hekinan. To jest blok klasy 1000 MW, mniej więcej taki jak w Jaworznie czy Kozienicach. W tej chwili już osiągnięto całkowicie stabilne 20 proc. współspalania, a za rok do półtora roku będzie to 40–45 proc. Ten poziom wystarcza do tego, żeby zejść poniżej limitów emisyjności wyznaczonych przez Unię Europejską – mówi prezes Hynfra. – W Japonii takich limitów nie ma, ale mimo to kraj ten stara się równolegle z Unią realizować zbliżone tempo dekarbonizacji.

Zielony amoniak może być elementem szerszej strategii ograniczania emisji w sektorach energochłonnych. Cechuje się możliwością magazynowania i transportu w formie ciekłej, co czyni go potencjalnym nośnikiem wodoru w handlu międzynarodowym. Jak wynika z danych Ammonia Energy Association, do lutego 2026 roku ogłoszono na świecie ponad 500 projektów niskoemisyjnego amoniaku o łącznej planowanej mocy ok. 404 mln t.

Dziś na świecie produkuje się ponad 180 mln t konwencjonalnego, czyli szarego amoniaku rocznie. Europa odpowiada za ok. 10 proc. globalnego zapotrzebowania, pokrywając je w ok. 60 proc. produkcją własną i w 40 proc. importem spoza kontynentu. Każdego roku transportowanych jest koleją ok. 1,5 mln t amoniaku. Prognozy zakładają możliwość potrojenia wolumenów do 2030 roku. Polska jest znaczącym producentem i konsumentem konwencjonalnego amoniaku. Ma ponad stuletnie doświadczenie w jego produkcji, wykorzystaniu i transporcie. Głównym odbiorcą jest przemysł chemiczny, przede wszystkim nawozowy, który odpowiada globalnie za ok. 85 proc. zużycia amoniaku. Tradycyjna produkcja amoniaku z gazu ziemnego odpowiada za ok. 1,8 proc. globalnych emisji CO2, co sprawia, że jego dekarbonizacja ma znaczenie dla bilansu klimatycznego całej gospodarki. Krajowe moce produkcyjne amoniaku wynoszą ok. 2,8 mln t rocznie, co plasuje Polskę wśród kluczowych producentów w UE (łączna moc w Unii to ok. 17,8 mln t).

– W Polsce dyskusja na temat możliwości zastosowania zielonego amoniaku dopiero raczkuje. To jest wiedza ekspercka i dosyć wąska, natomiast to musi się zmienić. Uważam, że to jest wielka szansa i dla polskiej elektroenergetyki, i dla przemysłu chemicznego – ocenia Maciej Grabowski.

Do dyskusji na temat zielonego wodoru i zielonego amoniaku skłaniają regulacje unijne związane z dyrektywą RED II, która zakłada, że udział paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego (RFNBO), w tym zielonego wodoru i jego pochodnych, w przemyśle ma wzrosnąć do 42 proc. do 2030 roku. Zgodnie z dyrektywą wodór i jego pochodne mogą być uznane za odnawialne wyłącznie wtedy, gdy wytwarzane są z energii odnawialnej innej niż biomasa, a od 2028 roku – z nowo wybudowanych instalacji OZE. W Polsce obecnie nie produkuje się wodoru RFNBO w skali przemysłowej. Ograniczona dostępność terenów pod duże instalacje OZE oraz warunki geograficzne powodują, że pełne pokrycie krajowego popytu produkcją lokalną może być trudne.

– Przejście z szarego amoniaku do zielonego nie jest żadnym wyzwaniem technologicznym, tu nie ma żadnych nowych technologii, które trzeba zastosować. To, co jest największym wyzwaniem, to skala tego zjawiska, ponieważ żeby móc produkować adekwatne wolumeny zielonego amoniaku, potrzebujemy bardzo dużo energii odnawialnej, a ta pochłania ogromne ilości terenów, których i w Polsce, i w Unii Europejskiej po prostu nie mamy – wskazuje Tomoho Umeda.

W efekcie większość projektów rozwijana jest w krajach o wysokim nasłonecznieniu, dobrych warunkach wiatrowych i dostępie do morza, m.in. w Omanie, Jordanii czy Mauretanii. To lokalizacje, w których dostępne są setki kilometrów kwadratowych pod instalacje OZE, a wodór może być produkowany z wykorzystaniem energii słonecznej i wiatrowej oraz wody morskiej, a następnie przekształcany w amoniak i transportowany.

– Dla Polski i Europy rozwój takich projektów to fundament suwerenności i bezpieczeństwa energetycznego. Możliwość budowy skalowalnych, zdecentralizowanych zakładów wszędzie tam, gdzie panują optymalne warunki dla OZE, pozwala na pełną dywersyfikację źródeł dostaw. Taka architektura rynku uniezależnia polski przemysł od szantaży surowcowych, nieprzewidywalnych scenariuszy geopolitycznych oraz przestojów na tradycyjnych szlakach transportowych, zastępując importowany gaz ziemny stabilnymi dostawami zielonego paliwa – podkreślał podczas swojego wystąpienia przewodniczący Komitetu Gospodarki Wodorowej KIG. – Dla polskiego przemysłu chemicznego, który jest potęgą w skali Unii Europejskiej, kluczowe będzie połączenie własnych kompetencji z budową logistyki importu zielonych molekuł z regionów, gdzie koszt produkcji energii jest najniższy.

Jak podkreślają eksperci, bez wsparcia publicznego tego typu projekty będzie trudno rozwijać.

– Mechanizm wsparcia na rynku zielonego amoniaku i zielonego wodoru w Polsce i we wszystkich krajach europejskich jest konieczny nie tylko ze względu na wyższe koszty produkcji, ale też ze względu na długość kontraktów. Na rynku amoniaku szarego producenci amoniaku są skłonni kupować gaz w krótkim terminie, na kontraktach krótkoterminowych, tymczasem projekty wytwarzania zielonego amoniaku wymagają długiej perspektywy kontraktowej, zakontraktowania dużych wolumenów na 10–15 lat do przodu – wyjaśnia Aleksander Naumann, członek zarządu Stowarzyszenia Hydrogen Poland, ekspert ds. technologii wodorowych w Hynfra.

W Niemczech funkcjonuje system aukcji dwustronnych w ramach programu H2 Global, w którym publiczny podmiot zawiera długoterminowe umowy z producentami, a odbiorcy krajowi kupują surowiec w krótszych okresach. Podobne rozwiązania funkcjonują lub są przygotowywane w innych państwach Unii Europejskiej.

Eksperci Hynfra podkreślają, że według wstępnych szacunków budżet potrzebnego programu wsparcia w Polsce mógłby wynieść ok. 2 mld zł w perspektywie 10 lat.

– Przy spodziewanym trendzie wzrostu kosztów uprawnień do emisji w Europie i spadku puli darmowych uprawnień do emisji dla przemysłu do zera w 2034 roku spodziewamy się, że koszt zielonego surowca może być nawet bardziej konkurencyjny. Innymi słowy, budżet państwa może na takim mechanizmie skorzystać w sytuacji, kiedy dekarbonizacja będzie postępować znacznie szybciej, niż się teraz spodziewamy – ocenia Aleksander Naumann. – Mechanizm wsparcia dla zielonego amoniaku jest konieczny, aby uchronić polski przemysł przed ekspozycją cenową na rynku uprawnień do emisji.

Seminarium „Energia przyszłych pokoleń” było pierwszym z cyklu spotkań energetycznych organizowanych przez EKF Research. Wydarzenie stanowi platformę wymiany wiedzy, gromadząc decydentów i ekspertów. W dyskusji wzięli udział przedstawiciele administracji rządowej, w tym Ministerstwa Energii, dyplomacji ekonomicznej, agencji wspierających inwestycje oraz kluczowych spółek infrastrukturalnych. Wątek zielonego amoniaku jako fundamentu bezpieczeństwa energetycznego będzie również tematem tegorocznego Europejskiego Kongresu Finansowego, który odbędzie się w czerwcu w Sopocie.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

Nowe technologie pomagają szybciej i dokładniej sortować odpady. Wciąż nie wszystkie da się jednak przetworzyć

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Nowe technologie pomagają szybciej i dokładniej sortować odpady. Wciąż nie wszystkie da się jednak przetworzyć

Do 2030 roku 55 proc. odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych powinno trafiać do przetworzenia. W ubiegłym roku było to ok. 27 proc. Nowe technologie w coraz większym stopniu ułatwiają sortowanie odpadów, ale nie pozwalają jeszcze na przetworzenie wszystkich ich rodzajów. To pierwsze wyzwanie związane z zamykaniem obiegu. Kolejnym jest zwiększanie zawartości materiałów pochodzących z recyklingu w produkowanych opakowaniach, czego wymagają unijne przepisy. Choć w tym obszarze widać w ostatnich latach znaczące postępy, nie brakuje wyzwań.

Sortownia odpadów w ZGK Bolesław Fot. archiwum

– Z recyklingiem polipropylenu, polietylenu i PET radzimy sobie bardzo dobrze. Jesteśmy w stanie te tworzywa zawrócić ponownie do obiegu i wyprodukować z nich nowe materiały. Problemem są tworzywa, w których są jakiegoś rodzaju wypełniacze, dodatki, które w jakimś stopniu nie są obsługiwane przez system recyklingu – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr Piotr Glazer z Sieci Badawczej Łukasiewicz – Poznańskiego Instytutu Technologicznego.

Mimo wzrostu współczynnika recyklingu w UE ilość wytwarzanych odpadów rośnie szybciej niż ich przetwarzanie. Jak podaje Komisja Europejska, w 2022 roku w UE wytworzono prawie 186,5 kg odpadów opakowaniowych na osobę, z czego 36 kg stanowiły opakowania z tworzyw sztucznych. Ubiegłoroczny raport stowarzyszenia Plastics Europe „Tworzywa sztuczne w obiegu zamkniętym – analiza sytuacji w Europie” wskazuje, że blisko 27 proc. odpadów z tworzyw sztucznych jest poddawanych recyklingowi, co oznacza, że po raz pierwszy więcej tego typu odpadów trafiło do recyklingu niż na składowiska.

Poszczególne rodzaje odpadów wymagają innych rodzajów przetwarzania. Najpierw jednak materiały muszą zostać odpowiednio posortowane i posegmentowane, zanim będą mogły zostać poddane recyklingowi. Nowe technologie ten proces znacznie przyspieszają. Na przykład komputerowe widzenie działa poprzez skanowanie materiałów w strumieniu odpadów i ich identyfikację na podstawie różnych czynników. Dzięki nowym technologiom można identyfikować klasy materiałów, a nawet rozróżniać materiały opakowaniowe i nieopakowaniowe oraz kolory i kształty.

– Sortowanie jest technologią, w której najbardziej widać progres, z każdym rokiem zdolności sorterów zwiększają efektywność recyklingu. Jesteśmy w stanie w sposób efektywny sortować czy to butelki PET, czy to opakowania z HDPE, czy polipropylenu. Powoli wchodzą rozwiązania bazujące często na sztucznej inteligencji, które również są w stanie w sposób zautomatyzowany rozróżniać opakowania z branży spożywczej np. od tych wykorzystywanych w branży chemicznej – tłumaczy dr Piotr Glazer.

Dzięki sztucznej inteligencji komputerowej sortowanie można wykonać szybko, dokładnie i bezpiecznie, zwiększając w ten sposób wydajność w zakładach odzyskiwania materiałów. Wciąż jednak wyzwaniem jest recykling bardziej skomplikowanych materiałów.

– Powinniśmy starać się używać, oczywiście tam, gdzie jest to możliwe, tzw. monomateriałów, czyli materiałów zrobionych z jednego tworzywa sztucznego. Dobrym przykładem są tacki spożywcze, które potrafią być materiałami wielowarstwowymi, często złożonymi z kilku, kilkunastu warstw – wskazuje ekspert Sieci Badawczej Łukasiewicz – Poznańskiego Instytutu Technologicznego. – Wyzwaniem są z pewnością materiały inżynierskie, bardziej skomplikowane, na przykład turbiny wiatrowe czy jachty, które są kompozytem zawierającym często polipropylen, włókna szklane, włókna węglowe. Im bardziej złożone opakowanie czy przedmiot, tym większy problem z ponownym recyklingiem. Z pomocą może przyjść recykling chemiczny, co często wiąże się ze zwiększonym kosztem i wydatkiem energetycznym. To oznacza, że model biznesowy przetworzenia takiego obiektu nie jest korzystny.

Raport Plastics Europe wskazuje, że recykling mechaniczny odpadów pokonsumenckich stanowił 13,2 proc. europejskiej produkcji tworzyw sztucznych w porównaniu z zaledwie 0,1 proc. w przypadku recyklingu chemicznego. Recykling chemiczny jest rozwiązaniem uzupełniającym i w przyszłości umożliwi pełne przejście na obieg zamknięty tworzyw sztucznych. Na dalszy jego rozwój, poziom inwestycji i innowacji technologicznych w tym obszarze będą miały wpływ przede wszystkim przyszłe regulacje UE.

Z raportu wynika także, że cyrkularne tworzywa sztuczne stanowią obecnie 13,5 proc. wszystkich tworzyw wykorzystywanych do produkcji nowych wyrobów i części w Europie. W mapie drogowej „The Plastics Transition” przewiduje się, że cyrkularne tworzywa zaspokoją 25 proc. europejskiego popytu w 2030 roku i 65 proc. do 2050 roku. Eksperci wskazują, że wykorzystanie recyklatów wzrosło o 70 proc. od 2018 roku. Postęp w tym obszarze nie jest jednakowy w całym łańcuchu wartości. Sektory opakowań, budownictwa i rolnictwa czynią postępy w zakresie stosowania tworzyw sztucznych pochodzących z recyklingu, ale inne branże, w tym motoryzacyjna, elektryczna i elektroniczna, pozostają w tyle.

– Problemem jest obecnie cena materiałów pierwotnych. Są na tyle tanie, że materiały z recyklingu są mało konkurencyjne. Jeszcze rok czy dwa lata temu wiele firm wykorzystywało recyklaty, z jednej strony budując na tym swój PR, ale z drugiej strony korzystały z tego, iż były one tańsze od materiałów pierwotnych. Jest to po części związane z wojną w Ukrainie i wysyłaniem rosyjskiej ropy do Azji, gdzie są produkowane polimery. Trend się odwrócił, materiały z recyklingu są droższe od materiałów pierwotnych nawet o 10–20 proc., co powoduje, że wiele firm cichaczem wycofuje się ze swoich zobowiązań – zauważa dr Piotr Glazer.

Unijne rozporządzenie dotyczące opakowań i odpadów opakowaniowych (PPWR), które weszło w życie w lutym 2025 roku, zakłada m.in. zwiększanie udziału recyklatów w produkcji opakowań, szczególnie tych z tworzyw sztucznych. Od 2030 roku minimalny procent materiałów pochodzących z recyklingu, odzyskanych z pokonsumpcyjnych odpadów z tworzyw sztucznych na jednostkę opakowania, będzie – z nielicznymi wyjątkami – wynosił 30–35 proc., a od 2040 roku – 50–65 proc.

– To jest z pewnością szansa dla rynku recyklingu, szczególnie dla recyklingu produkującego wysokiej jakości recyklaty, że one znajdą odbiorców w postaci producentów opakowań. Jest to z pewnością szansa, niemniej rynek recyklingu musi się dostosować i zapewnić odpowiednią jakość, która będzie gwarantowała, iż te opakowania będą spełniały zarówno wymogi producentów, jak i oczekiwania klientów – dodaje ekspert.

Specjaliści Plastics Europe wskazują, że aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na tworzywa sztuczne wytwarzane z surowców cyrkularnych, trzeba m.in. zwiększyć skalę zbiórki i sortowania pokonsumenckich odpadów tworzyw sztucznych.

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł