Polska zmaga się z niedoborem wody. Rowy melioracyjne mogą pomóc w jej zatrzymywaniu

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

Polska zmaga się z niedoborem wody. Rowy melioracyjne mogą pomóc w jej zatrzymywaniu

Polska należy do krajów europejskich o ograniczonych zasobach wody, a coraz częstsze okresy suszy dodatkowo pogłębiają problemy rolnictwa. Eksperci wskazują, że jednym ze sposobów na poprawę sytuacji jest zmiana sposobu funkcjonowania systemów melioracyjnych tak, by służyły nie tylko osuszaniu pól, ale też zatrzymywaniu wody i jej magazynowaniu. To jednak może wymagać rekompensat dla rolników, którzy w związku z dłuższym utrzymywaniem wody na swoich gruntach będą ponosić straty.

Fot. Elżbieta Michta/Pixabay

– Zasoby wód gruntowych odbudowują się w ciągu tygodni i miesięcy, zasoby wód głębszych odbudowują się dziesiątki, czasami setki lat, a zasoby wód głębokich, artezyjskich odbudowują się tysiące lat. Z takich zasobów korzysta Łódź, w której mieszkam. Pytanie, czy jeszcze jest to zasób odnawialny – mówi agencji Newseria dr Kinga Krauze z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN. – Większość z nas nie docenia faktu, że zasoby wody w wielu regionach Polski nie są do końca odnawialne. Przyzwyczailiśmy się do tego, że woda zawsze jest dostępna i rzeczywiście czasami jest jej trochę za dużo, zwłaszcza na południu i północy Polski, ale na przykład w Polsce środkowej już jej tak dużo nie ma.

Polska średnio w ciągu roku dysponuje ok. 60 mld m3 odnawialnych zasobów wody słodkiej, a w okresach suszy nawet poniżej 40 mld m3. Według ONZ dla zapewnienia bezpieczeństwa wodnego niezbędne są roczne odnawialne zasoby wody słodkiej o objętości co najmniej 1,7 tys. m3 na osobę. W latach 2015–2023 w Polsce wynosiły one od 1,1 do 1,6 tys. m3 – wynika z „Raportu SDG 2025” przygotowanego przez GUS.

– Latem napełniamy sobie baseny wodą, kiedy nie ma jej za dużo. Nie mamy chyba do niej szczególnego szacunku. Dużo też zależy od działań związanych z odtwarzaniem cieków, renaturyzacją rzek, przebudową melioracji na terenach rolniczych, żeby ona służyła zarówno nawadnianiu, jak i odwadnianiu pól. Bardzo często drenujemy pola, a później mamy problemy z suszą rolniczą – wyjaśnia dr Kinga Krauze. – Nie robimy za dużo, począwszy od naszych indywidualnych decyzji, po działania systemowe. Robimy trochę za mało, biorąc pod uwagę ekstremalność zjawisk, z którymi mamy w tej chwili do czynienia.

Zgodnie z ostatnim raportem Systemu Monitoringu Suszy Rolniczej Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach, obejmującym okres od 21 maja do 20 lipca br., zagrożenie suszą stwierdzono m.in. w 65 proc. gmin w przypadku zbóż jarych, 57 proc. gmin dla zbóż ozimych, 42 proc. dla krzewów owocowych, 40,5 proc. dla rzepaku i rzepiku oraz 25 proc. dla kukurydzy na ziarno i na kiszonkę. Największy zasięg zagrożenia suszą odnotowano m.in. w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim, lubelskim i łódzkim.

W całej Europie w 2025 roku odnotowano najsuchsze warunki wilgotności gleby w ciągu 33 lat obserwacji satelitarnych. W maju ub.r. 35 proc. powierzchni Starego Kontynentu doświadczyło ekstremalnej suszy w rolnictwie, a kolejne 19 proc. suszy umiarkowanej. To wnioski z raportu „European State of the Climate 2025” opracowanego przez Copernicus Climate Change Service i Światową Organizację Meteorologiczną.

– Sieć rowów melioracyjnych czy drenujących jest jedną z przyczyn problemu z dostępnością wody w rolnictwie i jest też rozwiązaniem tego problemu. Mówimy o tym, że po pierwsze, nie powinny to być tylko systemy osuszające. Ich zadaniem musi być również chwytanie wody w miejscu opadu, by nie odprowadzać jej od razu rowami drenującymi na przykład do rzek, tylko utrzymać ją w poszczególnych miejscach zlewni – podkreśla ekspertka Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN.

Z informacji Państwowego Gospodarstwa Wodnego – Wód Polskich wynika, że w Polsce jest ponad 250 tys. km rowów melioracyjnych, co tworzy ogromny potencjał retencyjny. Dawniej ich podstawową funkcją było szybkie odwadnianie pól, jednak obecnie mogą się stać narzędziem spowalniania odpływu i magazynowania wody. Regulacja przepływu w rowach pozwala dłużej utrzymać wodę w krajobrazie, wspiera infiltrację do gleby, zasilanie wód gruntowych, zwiększa wilgotność gleb i ogranicza erozję.

– To rozwiązanie jest dosyć proste i wiążemy z nim duże nadzieje, ale ono wymaga wielu kompromisów. Oczywiście musimy mieć świadomość, że zatrzymanie wody na poszczególnych odcinkach rowów drenujących powoduje, że rolnicy, których pola przylegają do nich, mają na nich znacznie więcej wody niż inni. Czasami skarżą się na to, że wiosną nie mogą wjechać na pola równie wcześnie jak inni rolnicy, u których retencja wody nie następuje – wyjaśnia dr Kinga Krauze.

Jak podkreślają Wody Polskie, ważną rolę w poprawie retencji krajobrazowej pełnią proste urządzenia piętrzące montowane w rowach. Zastawki umożliwiają regulację poziomu wody, progi piętrzące spowalniają przepływ, a przepusty z regulacją odpływu pozwalają zatrzymywać wodę po opadach i stopniowo ją uwalniać.

– Musi nastąpić pewien kompromis pomiędzy użytkownikami wody w zlewni. Tego rodzaju problemy są na świecie rozwiązywane na przykład w ten sposób, że wspólnota płaci pewną kompensację osobom, które gwarantują większą retencję wody czy dostępność wody w przyszłości. Pokrywa ewentualne straty, które mogą wynikać z tego, że rolnik pozwala na to, żeby na jego polu było gromadzone więcej wody lub zalegała ona dłużej, z czego korzystają inni rolnicy – wyjaśnia przedstawicielka Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN. – W Polsce można by rozwiązać ten problem podobnie. Użytkownicy wód na danym terenie mogliby się umówić na system kompensacji dla tych, którzy zachowują mokradła czy pozwalają na dłuższą retencję wody w rowach melioracyjnych.

Aby rowy melioracyjne spełniały swoje zadania, konieczne jest ich regularne utrzymywanie. Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski w styczniu br. alarmowało jednak o ich postępującej degradacji. Jak podkreśliło, ich stan techniczny w wielu regionach kraju jest niewystarczający, co skutkuje zarówno nadmiernym odpływem wód opadowych i roztopowych, jak i brakiem możliwości ich zatrzymywania w okresach deficytu wody. Eksperci podkreślają, że brak konserwacji rowów melioracyjnych przy obfitych opadach może prowadzić do występowania lokalnych podtopień, zalewania sąsiednich posesji i zwiększonego ryzyka powodzi. 

 

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł

W Polsce marnują się miliony ton żywności rocznie

Firma

o naszej Spółce

System

gospodarki odpadami

Edukacja

system i segregacja

W Polsce marnują się miliony ton żywności rocznie

Gospodarstwa domowe odpowiadają za 60 proc. marnowanej żywności. Prawie dwie trzecie Polaków przyznaje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie. Najczęściej do kosza trafiają pieczywo, warzywa i wędliny. Banki Żywności alarmują, że problem wynika głównie ze złego planowania zakupów i braku pomysłu na wykorzystanie produktów. Pomóc ma m.in. specjalny kalkulator pokazujący, ile jedzenia marnujemy w ciągu roku.

Fot. Pixabay

– Polacy marnują zdecydowanie za dużo żywności. Nasz bank przygotował kalkulator, który jest dostępny na naszej stronie, którym można sprawdzić, policzyć, ile każdy z nas marnuje żywności w skali roku. Myślę, że jest to co najmniej kilkadziesiąt kilogramów – takie wyniki średnio wychodzą osobom, które to liczą u nas – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Marzenna Gawriłow z Banków Żywności SOS w Warszawie.

Z danych opracowanych przez Banki Żywności wynika, że marnowanie żywności jest powszechnym problemem. W 2025 roku 63 proc. respondentów przyznało się do wyrzucania jedzenia przynajmniej od czasu do czasu. To wynik znacznie wyższy niż w 2024 roku (45 proc.). Młodsze grupy marnują jedzenie częściej niż starsze. Najczęstszą przyczyną jest przegapienie terminu przydatności do spożycia – tak odpowiada 56 proc. respondentów. Kolejnymi problemami są: robienie zbyt dużych zakupów (29 proc.), zakup produktu złej jakości (26 proc.) oraz niewłaściwe przechowywanie żywności (24 proc.).

– Staramy się edukować, pokazywać, jak przechowywać żywność w lodówce, jak jej nie marnować, jak wykorzystywać resztki, które nam zostają. Dzięki temu jesteśmy coraz bardziej świadomi, jak optymalnie wykorzystywać produkty, ale też tego, że są w Polsce osoby, które tej żywności potrzebują. To też mobilizuje, żeby jej po prostu nie wyrzucać – dodaje Marzenna Gawriłow.

Główny Urząd Statystyczny podaje, że w 2024 roku w Polsce około 5,2 proc. osób było zagrożonych skrajnym ubóstwem. Jednocześnie w skali całego kraju rocznie marnuje się 4,8 mln t żywności.

– Brakuje nam przede wszystkim pomysłu na wykorzystanie tego, co kupujemy. Wciąż robimy za duże zakupy – uważa Sylwia Majcher, edukatorka ekologiczna, autorka książek o niemarnowaniu żywności. – Najważniejsze są: edukacja gospodarstw domowych, docieranie od podstaw, szacunek do produktów i umiejętne robienie zakupów. Dzisiaj może się to wydawać abstrakcją, ale dobrze skonstruowana lista zakupów jest kluczem do sukcesu. Także eksperymentowanie w kuchni, czyli sięganie po różne produkty, które nie do końca mogą się ze sobą połączyć. Na przykład da się świetnie zgrać pomidory z truskawkami, maliny z botwinką czy szparagi z agrestem. Nie bójmy się kreatywności w kuchni, bo to jeden z kroków do zmniejszenia strat.

Najczęściej marnowane jest pieczywo (55 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się owoce, warzywa i wędliny (odpowiednio 46, 44 i 41 proc.). Istotny problem stanowi też marnowanie produktów takich jak jogurty czy mięso.

– Co sekundę do kosza trafia 150 kg jedzenia. Nie możemy zrzucać winy tylko na sklepy, restauracje, transport albo produkcję, ale zrobić rachunek sumienia, sprawdzić, co u nas najczęściej się marnuje i zacząć zmiany. Polacy mają coraz większą świadomość, ale też nie chcą wierzyć do końca, że to właśnie u nich jest największy problem – mówi Sylwia Majcher.

Gastronomia i handel odpowiadają za odpowiednio 1,17 oraz 6,96 proc. marnowanej żywności, a produkcja rolnicza i przetwórstwo – po 15 proc. W tych obszarach ze zjawiskiem marnowania żywności pomaga walczyć ustawa przyjęta w 2019 roku, zgodnie z którą określone grupy przedsiębiorców muszą zawrzeć umowę z organizacją pozarządową dotyczącą przekazywania niesprzedanej żywności. Są również zobowiązani do prowadzenia co najmniej raz w roku przez dwa kolejne tygodnie kampanii informacyjno-edukacyjnych, składania rocznych sprawozdań o ilości marnowanej żywności oraz zamieszczania informacji o wysokości należnej opłaty za marnowanie żywności lub wartości żywności przekazanej organizacjom pozarządowym. Zasady te obowiązują jednostki handlu (sklepy lub hurtownie) o powierzchni sprzedaży powyżej 250 mkw., w których przychody ze sprzedaży żywności stanowią co najmniej 50 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem.

– Ustawa będzie nowelizowana, bo już wiadomo, że nie zadziałała do końca tak, jak powinna. Nie można natomiast zrobić wielkiego programu prawnego, który będzie zaglądał do naszych koszy i nas rozliczał. Tutaj bardziej chodzi o edukację. Takie programy też się pojawiają, Ministerstwo Rolnictwa prowadzi takie kampanie, Parlament Europejski w ramach warsztatów dla uczniów „Smaki Europy” porusza temat szacunku dla jedzenia. Komisja Europejska pracuje nad różnymi zmianami, bo zgodnie z jej wytycznymi musimy zmniejszyć marnowanie jedzenia. Te działania się więc odbywają, potrzeba ich na pewno więcej, żeby każdy dostrzegł punkty do naprawy u siebie – uważa edukatorka.

Zgodnie z nowymi celami Komisji Europejskiej państwa członkowskie są zobowiązane do podjęcia działań, które doprowadzą do ograniczenia marnowania żywności o 10 proc. w przetwórstwie i produkcji oraz o 30 proc. na mieszkańca łącznie w handlu detalicznym i konsumpcji (restauracje, punkty gastronomiczne i gospodarstwa domowe) w porównaniu ze średnią z lat 2021–2023.

 

Źródło: Newseria

Zakład Gospodarki Komunalnej „Bolesław” Sp. z o.o. 32-329 Bolesław ul. Osadowa 1; telefon: +48 32 64 61 148, fax: +48 32 64 61 148, e-mail: biuro@zgkboleslaw.com; NIP: 637-000-43-35, REGON: 272661647; Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia w Krakowie XII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego, KRS nr 0000041504, Kapitał zakładowy: 2 820 500,00 zł